Znane
powiedzenie Fryderyka Nitschego głosi: „Co cię nie zabije, to cię wzmocni”
często jest używanie jako zachęta do wykorzystywania niesprzyjających
okoliczności, zdarzeń i doświadczeń do dalszego rozwoju i przekraczania
kolejnych ograniczeń, do czegoś, co Kazimierz Dąbrowski nazwałby dezintegracją
pozytywną. Cytat ten – jak napisałem – używany jest często, wręcz
nadużywany. Do tego stopnia, że pojawiła się już pozycja o wymownym tytule:
"Co cię nie zabije, to cię wzmocni" i inne motywacyjne bzdury
(oryginalny tytuł książki Jamesa Adonisa brzmi co prawda zupełnie inaczej,
jednak wydawca polskiego tłumaczenia postanowił nazwać ją właśnie tak).
Rzeczywiście łatwo nam sobie wyobrazić człowieka, którego, za sprawą jakiegoś
wydarzenia, całe życie legło w gruzy, myślącego: Jak niby tragedia, której
doświadczyłem, ma mnie wzmocnić???
We
wcześniejszych wpisach przypominałem poglądy m. in. A. Antonovsky,ego czy Ph.
Zimbardo, które można streścić stwierdzeniem, że o odporność na sytuacje
stresowe musimy zadbać na długo zanim napotkamy je w swoim życiu. Podobnie
zdaje się myśleć Rick Hanson pisząc o budowaniu „neuronalnych śladów”, które w
przyszłości ułatwią aktywowanie pozytywnych stanów umysłu – „na życzenie”, bez
konieczności przeżywania pozytywnych doświadczeń w danej chwili. Hanson
odwołuje się tu do faktu, że połączenia w naszym mózgu tworzą się w miejscach,
które częściej podlegają aktywacji. Jeśli zatem świadomie będziemy zwracali
uwagę na korzystne aspekty naszych doświadczeń, utrwali się u nas nawyk myślenia
pozytywnego.
W
książce Szczęśliwy mózg Hanson podpowiada, w jaki sposób możemy starać się
tworzyć neuronalne ślady pozytywnych doświadczeń. Po pierwsze możemy
wykorzystywać do tego bieżące
okoliczności – w każdej przeżywanej sytuacji możemy dostrzec
jakiś dobry fakt: przyjemne doznanie, piękny element przyrody, obecność
lubianej osoby… Kolejną okazją mogą być niedawne
zdarzenia – przypomnienie sobie czegoś, co przed chwilą, rano albo np. w ciągu ostatniej
doby było przyczyną przeżywanej przyjemności. Źródłem pozytywnych przeżyć mogą
być także stałe okoliczności –
świadomość istnienia miejsc, sytuacji, osób, które zapewniają nam poczucie
stałości i bezpieczeństwa. Ważne jest także odnajdywanie własnych osobistych cech, które zapewniają nam
dobre samopoczucie i – mimo świadomości swojej niedoskonałości – napawają nas
dumą. Pozytywnych doznań możemy szukać w przeszłości –
wyzwania, jakie przed nami stawia życie, łatwiej pokonać dzięki wspomnieniom
sytuacji, z których wyszliśmy obronną ręką. Może ich nam też dostarczać
myślenie o przyszłości –
kłopoty w pracy łatwiej znieść, jeśli w perspektywie mamy przyjemny wieczór,
albo wymarzony urlop. Ważnym elementem sprzyjającym wzmacnianiu dobrych
doświadczeń jest dzielenie się dobrem z
innymi – wzmocnienie to jest możliwe dzięki naszej zdolności do empatii, a dodatkowo
wspólne przeżywanie pozytywnych doznań ową zdolność w nas wzmacnia. Podobną
rolę spełnia także troska o innych –
spełniane przez nas dobre uczynki pobudzają w naszym mózgu ośrodki nagrody i
wpływają na wzrost naszej samooceny. Z kolei dostrzeganie dobra w życiu innych pozwala czerpać zadowolenie z
sukcesów innych, co Hanson nazywa „altruistyczną radością”. Wreszcie dobre
fakty możemy sobie wyobrażać – wyobrażone
doświadczenia budują podobne struktury w mózgu do tych aktywowanych w przypadku
prawdziwych doznań. Finalnie dobre fakty możemy sami generować – jak najczęściej robić to co
sprawie nam przyjemność oraz w miarę możliwości eliminować sytuacje, które nas
drażnią i denerwują. Jeśli dobrze wytrenujemy się w postrzeganiu życia jako
okazji, łatwiej nam przyjdzie odnajdywanie
dobra w tym, co złe – przebyta choroba może stać się okazją do
wzbudzania w sobie współczucia wobec innych chorych albo do większego docenienia
własnego życia i tego, co posiadamy. Ważne jest stałe doskonalenie samodzielnego
aktywowania pozytywnych doświadczeń, ponieważ wraz z nabywaniem wprawy będą się
one w coraz większym stopni aktywowały automatycznie z korzyścią dla naszego
osobistego dobrostanu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz