18 czerwca 2026

„Nie zgadzam się z tym, co mówisz, ale oddam życie, byś miał prawo to mówić”

Przeciwdziałanie mowie nienawiści a cenzura i wolność słowa – kiedy piękna idea służy zwalczaniu przeciwników?


Przeciwdziałanie mowie nienawiści jest celem, który trudno kwestionować. W społeczeństwie opartym na szacunku dla godności człowieka nie powinno być miejsca na nawoływanie do przemocy, prześladowania czy odczłowieczanie ludzi ze względu na ich pochodzenie, wyznanie, płeć lub inne cechy. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy pojęcie „mowy nienawiści” zaczyna być interpretowane coraz szerzej i staje się narzędziem walki politycznej lub ideologicznej.

Gdzie przebiega granica?

Klasyczne rozumienie mowy nienawiści obejmuje wypowiedzi nawołujące do przemocy, dyskryminacji lub wrogości wobec określonych grup. W takich przypadkach ograniczenia wolności słowa znajdują uzasadnienie w ochronie bezpieczeństwa i praw innych osób.

Znacznie trudniej ocenić sytuacje, gdy za „mowę nienawiści” uznawane są:

krytyka ideologii politycznych,

wyrażanie kontrowersyjnych opinii na tematy społeczne,

satyra i prowokacja artystyczna,

przedstawianie wyników badań niezgodnych z dominującą narracją.

W takich przypadkach pojawia się ryzyko, że zamiast chronić ludzi przed nienawiścią, zaczynamy chronić idee przed krytyką.

Paradoks tolerancji i paradoks wolności

Filozof Karl Popper zwracał uwagę na tzw. paradoks tolerancji: społeczeństwo całkowicie tolerancyjne może zostać zniszczone przez grupy nietolerancyjne. Argument ten jest często przywoływany na rzecz ograniczania mowy nienawiści.

Istnieje jednak również odwrotny problem. Jeśli instytucje uzyskają zbyt dużą władzę do określania, które poglądy są dopuszczalne, może dojść do tłumienia legalnej debaty publicznej. Wówczas ochrona demokracji zaczyna ograniczać jeden z jej fundamentów – wolność słowa.

Kiedy walka z nienawiścią staje się cenzurą?

Kilka sygnałów ostrzegawczych:

1. Niejasne definicje

Im bardziej nieprecyzyjne jest pojęcie mowy nienawiści, tym łatwiej stosować je wybiórczo.

2. Nierówne standardy

Jeżeli identyczne wypowiedzi są oceniane inaczej w zależności od tego, kto je wygłasza, mamy do czynienia raczej z walką polityczną niż z ochroną przed nienawiścią.

3. Karanie za intencję przypisaną przez odbiorcę

Niektóre koncepcje zakładają, że o szkodliwości wypowiedzi decyduje przede wszystkim to, jak została odebrana. Może to prowadzić do sytuacji, w której nawet wypowiedź pozbawiona wrogich intencji zostanie uznana za niedopuszczalną.

4. Rozszerzanie kategorii „krzywdy”

Jeżeli za przemoc uznaje się nie tylko działania fizyczne, ale również samo wywołanie dyskomfortu psychicznego lub poczucia obrazy, zakres potencjalnej cenzury znacząco się poszerza.

5. Wykluczanie zamiast dyskusji

Gdy odpowiedzią na kontrowersyjny pogląd staje się usuwanie go z debaty zamiast rzeczowej polemiki, rośnie ryzyko tworzenia społecznych „baniek informacyjnych”.

Historia uczy ostrożności

W różnych epokach i systemach politycznych ograniczenia słowa uzasadniano ochroną:

moralności,

bezpieczeństwa państwa,

porządku społecznego,

walką z dezinformacją.

Często intencje deklarowane przez władze były szlachetne, lecz narzędzia stworzone do ochrony społeczeństwa bywały później wykorzystywane przeciwko przeciwnikom politycznym, naukowcom, dziennikarzom lub mniejszościowym poglądom.

Czy istnieje rozwiązanie?

Całkowita swoboda wypowiedzi niesie ryzyko szerzenia nienawiści i przemocy. Z kolei nadmierne ograniczenia mogą prowadzić do cenzury i tłumienia debaty.

Dlatego wielu filozofów prawa proponuje zasadę możliwie wąskiego definiowania zakazów. Ograniczane powinny być przede wszystkim:

groźby,

nawoływanie do przemocy,

uporczywe nękanie,

bezpośrednie podżeganie do dyskryminacji lub prześladowań.

Natomiast kontrowersyjne, obraźliwe czy nawet głęboko błędne poglądy powinny co do zasady pozostawać przedmiotem publicznej dyskusji, a nie administracyjnego zakazu.

Walka z mową nienawiści jest potrzebna, ale jej skuteczność zależy od zachowania równowagi między ochroną godności człowieka a ochroną wolności słowa. Historia pokazuje, że narzędzia stworzone w dobrej wierze mogą zostać wykorzystane do tłumienia niewygodnych opinii.

Dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi: „Czy należy walczyć z mową nienawiści?”, lecz: „Kto i według jakich kryteriów będzie decydował, czym jest mowa nienawiści?”

To właśnie od odpowiedzi na to pytanie zależy, czy będziemy chronić społeczeństwo przed nienawiścią, czy też nieświadomie stworzymy mechanizmy umożliwiające ograniczanie wolnej debaty.

Co jest nam bardziej potrzebne: walka z mową nienawiści czy nauka wzajemnego szacunku?

To pytanie można potraktować jako wybór między leczeniem objawów a budowaniem odporności.

Walka z mową nienawiści jest potrzebna, gdy dochodzi do jawnego poniżania ludzi, odczłowieczania grup społecznych, nawoływania do przemocy czy zastraszania. Pełni funkcję ochronną – wyznacza granice tego, co jest społecznie i prawnie niedopuszczalne.

Jednak samo zwalczanie mowy nienawiści nie tworzy automatycznie społeczeństwa opartego na szacunku. Można przecież powstrzymać ludzi przed publicznym wyrażaniem wrogości, nie zmieniając ich postaw. W skrajnych przypadkach prowadzi to jedynie do przeniesienia agresji do zamkniętych środowisk lub internetu.

Nauka wzajemnego szacunku działa głębiej. Obejmuje:

rozwijanie empatii,

umiejętność słuchania osób o odmiennych poglądach,

odróżnianie krytyki poglądów od ataku na człowieka,

kulturę dyskusji,

zdolność do niezgody bez wrogości.

Szacunek nie wymaga zgody. Można zdecydowanie krytykować czyjeś przekonania religijne, polityczne lub światopoglądowe, jednocześnie uznając godność osoby, która je wyznaje.

Problem polega na tym, że łatwiej jest zakazać pewnych słów niż nauczyć ludzi szacunku. Zakazy i regulacje można wprowadzić stosunkowo szybko. Budowanie kultury dialogu wymaga lat pracy wychowawczej, edukacyjnej i społecznej.

Dlatego nie są to cele całkowicie konkurencyjne. Można powiedzieć, że:

walka z mową nienawiści jest potrzebna jako środek ochronny, gdy dochodzi do przekraczania granic;

nauka wzajemnego szacunku jest potrzebna jako cel długofalowy, bo zmniejsza prawdopodobieństwo pojawiania się nienawiści.

Gdybym miał wskazać, co jest ważniejsze dla zdrowego społeczeństwa, wybrałbym naukę wzajemnego szacunku. Społeczeństwo oparte na szacunku potrzebuje mniej zakazów. Natomiast społeczeństwo oparte głównie na zakazach niekoniecznie staje się bardziej szanujące innych.

Jak zauważył Viktor Frankl, między bodźcem a reakcją istnieje przestrzeń, w której człowiek może wybrać sposób działania. Edukacja do szacunku stara się właśnie tę przestrzeń poszerzać, podczas gdy walka z mową nienawiści koncentruje się głównie na ograniczaniu najbardziej destrukcyjnych reakcji. Oba podejścia są potrzebne, ale tylko jedno prowadzi do trwałej zmiany postaw.

15 czerwca 2026

 


Las leczy... ale warto założyć długie spodnie. O korzyściach i zagrożeniach związanych z pobytem w lesie


Gdy słyszymy hasło „sylwoterapia", niektórzy wyobrażają sobie relaksujący spacer wśród drzew, inni przypominają sobie słynne „spacery dendrologiczne" min. Cienkowskiej lub sceny z kultowego filmu „Motylem jestem, czyli romans Czterdziestolatka", gdzie inżynier Karwowski wraz z Ireną Orską odkrywał uroki obcowania z naturą na długo przed tym, zanim stało się to modne i otrzymało naukowo brzmiącą nazwę.

Choć sylwoterapia bywa przedstawiana jako nowatorska metoda poprawy zdrowia, w rzeczywistości intuicyjnie korzystamy z jej dobrodziejstw od pokoleń. W końcu trudno znaleźć Polaka, który po udanym spacerze po lesie nie powiedziałby: „Od razu człowiekowi lepiej". Jak się okazuje, coś w tym jest.

Dlaczego po spacerze w lesie czujemy się lepiej?

Las oferuje coś, czego często brakuje nam na co dzień: ciszę, spokój i odpoczynek od nieustannego bombardowania informacjami. Zamiast powiadomień, reklam i korków otrzymujemy śpiew ptaków, szum liści i zapach żywicy.

Badania pokazują, że kontakt z przyrodą może:

- zmniejszać poziom stresu, 

- poprawiać nastrój,

- sprzyjać regeneracji uwagi i koncentracji,

- poprawiać jakość snu,

- zachęcać do aktywności fizycznej,

- wspierać ogólny dobrostan psychiczny.

Innymi słowy – spacer po lesie nie rozwiąże wszystkich problemów życiowych, ale może sprawić, że łatwiej będzie sobie z nimi poradzić.

Gdzie kończy się nauka, a zaczyna magia?

Wokół sylwoterapii narosło jednak sporo mitów. Niektóre opisy sugerują, że drzewa przekazują ludziom tajemniczą energię, diagnozują problemy zdrowotne albo leczą niemal każdą chorobę. Tu warto zachować zdrowy sceptycyzm.

Nauka rzeczywiście potwierdza korzystny wpływ kontaktu z naturą na samopoczucie i redukcję stresu. Nie oznacza to jednak, że przytulenie sosny zastąpi wizytę u lekarza, a dąb będzie skuteczniejszy od antybiotyku. Drzewa mają wiele zalet, ale nie posiadają specjalizacji z neurologii, psychiatrii ani chorób zakaźnych. Nie znajdziemy nigdzie badań naukowych potwierdzających:

     • przekazywanie energii przez drzewa,

     • specyficznych właściwości leczniczych poszczególnych gatunków,

     • oddziaływania na "czakry" lub "aurę",

     • możliwość diagnozowania lub leczenia chorób poprzez kontakt z drzewami.

Przekonania typu: dąb daje siłę, brzoza oczyszcza, sosna usuwa negatywną energię, wierzba pochłania złe emocje możemy ewentualnie uznać za elementy wierzeń i symboliki kulturowej, a nie ustalenia naukowe.

W lesie także czyha jeszcze jeden problem problem...

Gdy zachwycamy się pięknem przyrody, ktoś może patrzeć na nas z zupełnie innych pobudek. Nie jest to wilk, niedźwiedź ani nawet dzik. Największym zagrożeniem zdrowotnym podczas leśnych wędrówek okazuje się często stworzenie wielkości ziarenka sezamu – kleszcz. To właśnie on może przenosić boreliozę i odkleszczowe zapalenie mózgu (KZM).

Borelioza – nie tylko rumień

Borelioza jest chorobą bakteryjną, która przy odpowiednio wczesnym rozpoznaniu zwykle dobrze poddaje się leczeniu. Problem pojawia się wtedy, gdy zakażenie pozostaje nierozpoznane przez dłuższy czas. Poza objawami fizycznymi mogą występować:

- przewlekłe zmęczenie,

- trudności z koncentracją,

- problemy z pamięcią,

- zaburzenia snu,

- obniżenie nastroju,

- zwiększona drażliwość.

Niektórzy opisują te dolegliwości jako „mgłę mózgową" – uczucie, jakby umysł działał nieco wolniej niż zwykle.

Odkleszczowe zapalenie mózgu – znacznie poważniejszy przeciwnik

Jeszcze większe znaczenie ma odkleszczowe zapalenie mózgu. W przeciwieństwie do boreliozy jest to choroba wirusowa atakująca układ nerwowy.

U części osób po przebyciu KZM mogą utrzymywać się:

- problemy z pamięcią,

- zaburzenia koncentracji,

- przewlekłe zmęczenie,

- drażliwość,

- obniżona odporność na stres.

Dlatego specjaliści zgodnie podkreślają, że w przypadku KZM znacznie lepiej zapobiegać niż leczyć.

Między zachwytem, paniką a rozsądkiem. Jak korzystać z lasu mądrze?

Na szczęście nie oznacza to, że należy zrezygnować z leśnych spacerów i zamknąć się w domu. Wręcz przeciwnie – korzyści płynące z kontaktu z naturą są dobrze udokumentowane i dla większości osób zdecydowanie przewyższają ryzyko. Warto jednak pamiętać o kilku zasadach:

- zakładać odzież zakrywającą nogi i ręce,

- stosować środki odstraszające kleszcze,

- po powrocie dokładnie obejrzeć ciało,

- szybko usuwać znalezione kleszcze,

- rozważyć szczepienie przeciw odkleszczowemu zapaleniu mózgu.

Las nie jest ani cudowną apteką, ani śmiertelną pułapką. Jest miejscem, które może sprzyjać odpoczynkowi, poprawie samopoczucia i regeneracji psychicznej. Warto korzystać z jego dobrodziejstw, pamiętając jednocześnie o zdrowym rozsądku i podstawowych zasadach bezpieczeństwa.

Można więc śmiało wybrać się na spacer dendrologiczny lub śladami inżyniera Karwowskiego. Trzeba tylko pamiętać, że oprócz podziwiania sosen, dębów i brzóz warto po powrocie obejrzeć również własne łydki.

14 czerwca 2026

 


14 czerwca - Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady

W tym dniu przypada rocznica pierwszego transportu więźniów do obozu koncentracyjnego Auschwitz.

W pierwszym transporcie więźniów znalazło się wiele wybitnych postaci międzywojennego okresu Polski. W śród nich najbardziej znanymi są Tadeusz Pietrzykowski – polski bokser i Bronisław Czech – polski narciarz i olimpijczyk. Byli tam też m. in. Jan Komski – artysta malarz, Adam Becker – działacz harcerski czy Henryk Bocheński – znany przed wojną taternik. Warto także wspomnieć, że w pierwszym transporcie byli też organizatorzy pierwszych ucieczek z Auschwitz – Kazimierz Albin, czy Jerzy Bielecki, który zorganizował ucieczkę razem z żydowską więźniarką Cylią Cybulską. Spośród więźniów pierwszego transportu rekrutowało się wielu członków obozowej konspiracji założonej w Auschwitz przez rtm. Witolda Pileckiego.

Jednym z najbardziej znanych na świecie więźniów niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych, który przeszedł m. in. także przez KL Auschwitz, pozostaje także Viktor Emil Frankl – psychiatra i psycholog, twórca logoterapii, twórca podwalin pod psychologię humanistyczną, choć dla odróżnienia jego poglądy zwykło się określać mianem humanizmu psychologicznego. 

Najbardziej znanym cytatem Frankla będącym streszczeniem jego doświadczeń obozowych są słowa: „Człowiekowi można odebrać wszystko oprócz jednego: ostatniej z ludzkich wolności – wyboru własnej postawy wobec danych okoliczności”. Jego zdaniem  stworzone w obozach przez niemieckich nazistów warunki pokazały zarówno to, jak nisko może upaść człowiek, ale jednocześnie to, jak wysoko może wznieść się jego duch.

Frankl twierdził, że to, że ludzie w piekle życia obozowego potrafili się zachowywać podle i niegodnie, było zrozumiałe w świetle straszliwych warunków tam panujących. Jednak to, że byli wśród więźniów osoby, które, mimo panującego tam terroru, dzielili się z innymi ostatnim kawałkiem chleba, pomagali słabszym, podnosili innych na duchu, świadczy niezbicie, że człowiek jest z natury dobry.

Frankl, inaczej niż Maslow w swojej piramidzie potrzeb, twierdzi, że:

- człowieczeństwo nie zależy od warunków zewnętrznych,

- godność może przetrwać nawet w najbardziej skrajnych okolicznościach,

- człowiek nie jest zdeterminowany jedynie przez środowisko,

- każdy ponosi odpowiedzialność za własne wybory.

W swoich poglądach psychologicznych Viktor Frankl w centralnym miejscu umieścił poczucie sensu życia. Twierdził, że nie należy pytać, jaki sens ma życie człowieka, ale jaki sens nadał człowiek swojemu życiu. Utrata sensu życia powoduje nerwicę noogenną, a swoją metodę terapii nazwał logoterapią, czyli leczenie sensem. 

W warunkach obozowych Frankl dostrzegał, że większe szanse na przetrwanie miały osoby, które:

- chciały spotkać bliskich,

- miały niedokończone sprawy do załatwienia,

- czuły się odpowiedzialne za coś lub kogoś.

W podtrzymywaniu poczucia sensu życia pomagały więźniom według Frankla także praktyki religijne: wspólne modlitwy, improwizowane nabożeństwa, przekonanie o istnieniu świata transcendentnego. Otuchy dodawała świadomość o istnieniu czegoś większego niż obozowa rzeczywistość, a miłość i transcendencja może nadać sens nawet cierpieniu.

Frankl nie idealizował człowieka, nie twierdził też, że cierpienie jest dobre samo w sobie. Wierzył jednak, że w nawet najbardziej nieludzkich warunkach człowiek może zachować wewnętrzną wolność, zdolność do miłości i brać na siebie odpowiedzialność. Te cechy uważał za istotę człowieczeństwa

Księża i klerycy w pierwszym transporcie do KL Auschwitz (14 czerwca 1940 r.)

Według materiałów edukacyjnych Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau, pierwszym transporcie z Tarnowa do Auschwitz znajdowali się także duchowni katoliccy. Byli oni jednymi z pierwszych przedstawicieli Kościoła uwięzionych w obozie. 

1. ks. Józef Niemiec

Kapłan diecezjalny. Aresztowany przez Niemców za działalność duszpasterską i patriotyczną. Jego późniejsze losy związane były z dalszym pobytem w niemieckich obozach koncentracyjnych. 

2. ks. Stanisław Węgrzynowski (nr obozowy 90)

Otrzymał niski numer obozowy, co potwierdza jego obecność w pierwszym transporcie. Reprezentował grupę duchownych szczególnie prześladowanych przez okupanta niemieckiego. 

3. ks. Stanisław Wolak (nr obozowy 327)

Był świadkiem pierwszych miesięcy funkcjonowania Auschwitz. 

4. kl. Wincenty Oberc (nr obozowy 222)

Kleryk seminarium duchownego. Najbardziej znany alumn znajdujący się w pierwszym transporcie. Jego obecność pokazuje, że represje dotykały nie tylko księży, ale również kandydatów do kapłaństwa. 

Podczas pierwszego apelu zastępca komendanta obozu Karl Fritzsch wygłosił groźbę skierowaną do nowo przybyłych więźniów:

 „Jeśli są w transporcie Żydzi, to mają prawo żyć nie dłużej niż dwa tygodnie, księża miesiąc, reszta trzy miesiące”.

Słowa te pokazują, że niemieckie władze obozowe od początku traktowały duchowieństwo jako grupę szczególnie niepożądaną i przeznaczoną do wyniszczenia. 

Choć w pierwszym transporcie znalazło się jedynie kilku duchownych, już kilka dni później – 20 czerwca 1940 r. – do Auschwitz przywieziono kolejny transport z Nowego Wiśnicza, w którym było aż 10 księży, 9 kleryków i 14 braci zakonnych, głównie jezuitów. To zapoczątkowało masowe osadzanie polskiego duchowieństwa w KL Auschwitz. Przykład św. Maksymiliana Kolbe pokazuje, że wielu z nich do samego końca niosło pociechę i wsparcie swoim współwięźniom.

12 czerwca 2026

 



🧶 Szydełkowanie i robótki ręczne jako naturalne wsparcie dla układu nerwowego i emocji


W świecie pełnym pośpiechu, bodźców i ciągłego napięcia coraz więcej osób szuka prostych sposobów na wyciszenie. Jednym z nich — zaskakująco skutecznym — jest szydełkowanie oraz inne robótki ręczne, takie jak robienie na drutach, haft czy makrama. Choć mogą wydawać się niepozorne, mają realny, pozytywny wpływ na nasz układ nerwowy, emocje i ogólny dobrostan.

🧠 Jak robótki ręczne wpływają na układ nerwowy?

Podczas szydełkowania wykonujemy powtarzalne, rytmiczne ruchy. To właśnie ten rytm ma kluczowe znaczenie — działa na mózg podobnie jak techniki relaksacyjne czy medytacja.

Organizm zaczyna się wyciszać:

spada poziom stresu

oddech się pogłębia

ciało się rozluźnia

Aktywuje się układ przywspółczulny, odpowiedzialny za regenerację i odpoczynek. Innymi słowy: ciało dostaje sygnał, że jest bezpiecznie.

🌿 Ukojenie dla przebodźcowanego umysłu

Współczesny świat przeciąża nas informacjami. Szydełkowanie działa jak „mentalny filtr” — zawęża uwagę do jednej, prostej czynności.

Liczenie oczek, powtarzanie wzorów i skupienie na dłoniach:

zmniejsza natłok myśli

pomaga oderwać się od zmartwień

daje poczucie spokoju i stabilności

To szczególnie pomocne dla osób odczuwających lęk lub przeciążenie emocjonalne.

😊 Emocje pod większą kontrolą

Robótki ręczne mogą pełnić funkcję bezpiecznego narzędzia do regulacji emocji.

Zamiast tłumić napięcie — można je „rozpracować” w działaniu.

Dają:

poczucie kontroli

przewidywalność (każdy rząd wygląda podobnie)

spokojną przestrzeń na przeżywanie emocji

Dzięki temu trudne uczucia stają się łatwiejsze do uniesienia.

🧩 Wsparcie dla mózgu i koncentracji

Szydełkowanie angażuje wiele obszarów mózgu jednocześnie:

koordynację ręka–oko

pamięć (np. zapamiętywanie wzorów)

uwagę i koncentrację

Regularna praktyka wspiera neuroplastyczność — czyli zdolność mózgu do adaptacji i uczenia się. To oznacza, że robótki ręczne nie tylko relaksują, ale też „trenują” mózg.

🌟 Małe sukcesy, duży wpływ na nastrój

Tworzenie czegoś od podstaw daje ogromną satysfakcję. Nawet drobne postępy mają znaczenie:

ukończony rząd

nowy wzór

gotowy projekt

Każdy taki moment to sygnał dla mózgu: „radzę sobie”. W efekcie wzrasta poziom motywacji i poprawia się nastrój.

🔄 Stan flow — naturalny reset psychiczny

Podczas robótek łatwo wejść w stan flow — czyli moment, w którym jesteśmy całkowicie pochłonięci tym, co robimy.

W tym stanie:

znika poczucie czasu

maleje poziom stresu

umysł odpoczywa od nadmiernego analizowania

To jeden z najbardziej regenerujących stanów dla psychiki.

😴 Lepszy sen i wieczorne wyciszenie

Zastąpienie wieczornego scrollowania telefonu spokojną pracą rąk może znacząco poprawić jakość snu.

Szydełkowanie przed snem:

wycisza układ nerwowy

zmniejsza napięcie

ułatwia zasypianie

To prosty rytuał, który pomaga zakończyć dzień w spokojniejszy sposób.

🫶 Dobrostan na co dzień

Regularne sięganie po robótki ręczne może stać się formą codziennej troski o siebie. To chwila zatrzymania, kontaktu ze sobą i odpoczynku od świata.

Korzyści obejmują:

większy spokój wewnętrzny

lepszą regulację emocji

poprawę koncentracji

ogólne poczucie równowagi

Szydełkowanie i inne robótki ręczne to coś więcej niż hobby. To prosty, dostępny sposób na:

wyciszenie układu nerwowego

redukcję stresu

poprawę nastroju

budowanie dobrostanu

W świecie, który często działa za szybko, taka spokojna, powtarzalna czynność może być dokładnie tym, czego potrzebuje nasz mózg.

05 czerwca 2026

 



Efekt Dunninga-Krugera – dlaczego najmniej wiedzący bywają najbardziej pewni siebie?

W debatach internetowych, rozmowach przy rodzinnym stole czy sporach politycznych można czasem odnieść wrażenie, że osoby wypowiadające się z największą pewnością niekoniecznie dysponują największą wiedzą. To właśnie tego rodzaju obserwacje stały się inspiracją do badań nad zjawiskiem znanym dziś jako efekt Dunninga-Krugera.

Efekt ten opisuje tendencję osób o niskich kompetencjach w danej dziedzinie do zawyżania oceny własnych umiejętności. Jednocześnie osoby bardziej kompetentne częściej dostrzegają ograniczenia swojej wiedzy i są ostrożniejsze w formułowaniu sądów.

Badania przeprowadzone przez psychologów społecznych Davida Dunninga i Justina Krugera zostały opublikowane w 1999 roku i szybko stały się jednymi z najczęściej cytowanych prac z zakresu psychologii poznawczej.

Skąd bierze się to zjawisko?

Paradoks polega na tym, że aby ocenić własne kompetencje, potrzebujemy części tych samych umiejętności, które są niezbędne do wykonywania danego zadania.

Osoba słabo znająca matematykę może nie tylko popełniać błędy w obliczeniach, ale również nie zauważać, że je popełnia. Ktoś, kto zna jedynie podstawy psychologii, może nie rozumieć, jak wiele zmiennych należy uwzględnić przy interpretacji ludzkiego zachowania. Niedostatek wiedzy utrudnia więc zarówno skuteczne działanie, jak i trafną samoocenę.

Można powiedzieć, że niektórym ludziom brakuje nie tylko odpowiedzi, ale także narzędzi do oceny jakości własnych odpowiedzi.

Góra głupoty i dolina zwątpienia

Popularne przedstawienia efektu Dunninga-Krugera pokazują charakterystyczną krzywą.

1. Szczyt pewności siebie

Na początku nauki człowiek zdobywa niewielką ilość wiedzy. Poznaje podstawowe pojęcia i zaczyna mu się wydawać, że temat jest prosty.

Przeczytanie kilku artykułów o ekonomii może prowadzić do przekonania, że rozwiązanie problemów gospodarczych jest oczywiste. Obejrzenie kilku filmów o psychoterapii może wywołać poczucie, że rozumiemy mechanizmy ludzkiej psychiki.

Wiedza rośnie szybko, ale świadomość własnych ograniczeń jeszcze się nie pojawia.

2. Dolina zwątpienia

Wraz z dalszą nauką pojawia się coś bardzo cennego – świadomość złożoności.

Student medycyny po pierwszych miesiącach nauki może uważać, że wiele już wie. Po kilku latach zaczyna dostrzegać ogrom wiedzy, której jeszcze nie opanował.

To etap, w którym pewność siebie często spada. Paradoksalnie jest to zwykle oznaka rozwoju, a nie regresu.

3. Stabilna kompetencja

Ekspert nie musi być osobą niepewną siebie. Zazwyczaj posiada dużą wiedzę, ale jednocześnie wie, że rzeczywistość jest bardziej skomplikowana, niż wydawało się na początku.

Dlatego doświadczeni specjaliści częściej używają sformułowań:

  • „To zależy.”

  • „Potrzeba więcej danych.”

  • „Nie mamy jeszcze wystarczających dowodów.”

Dla laików może to brzmieć mniej przekonująco niż kategoryczne sądy, ale właśnie taka ostrożność często świadczy o rzeczywistej kompetencji.

Efekt Dunninga-Krugera w codziennym życiu

W mediach społecznościowych

Media społecznościowe sprzyjają wyrażaniu stanowczych opinii. Algorytmy często premiują pewność siebie bardziej niż intelektualną ostrożność.

Osoba publikująca prostą odpowiedź na skomplikowany problem może zdobyć większą uwagę niż ekspert wyjaśniający niuanse.

W wychowaniu dzieci

Wielu rodziców doświadcza sytuacji, gdy po przeczytaniu kilku poradników zaczynają wierzyć, że znaleźli uniwersalny przepis na wychowanie. Dopiero z czasem okazuje się, że każde dziecko jest inne, a rzeczywistość nie mieści się w prostych schematach.

W zdrowiu

Internet umożliwił łatwy dostęp do wiedzy medycznej, ale również do nadmiernej pewności siebie. Nie bez powodu powstało określenie „doktor Google”.

W pracy

Nowi pracownicy czasem są przekonani, że szybko zauważyli wszystkie błędy organizacji. Po kilku miesiącach odkrywają, że wiele decyzji, które wydawały się nieracjonalne, wynikało z czynników, których wcześniej nie dostrzegali.

Czy każdy podlega temu efektowi?

Tak. To jeden z najczęściej pomijanych aspektów tego zjawiska.

Efekt Dunninga-Krugera nie dotyczy wyłącznie „innych ludzi”. Każdy człowiek ma obszary, w których jest początkujący. W każdej dziedzinie istnieje ryzyko przeceniania własnej wiedzy.

Co więcej, przekonanie „ja na pewno nie podlegam efektowi Dunninga-Krugera” może być jego całkiem zabawnym przejawem.

Jak się przed nim chronić?

Nie da się całkowicie wyeliminować błędów poznawczych, ale można ograniczać ich wpływ.

Pomagają w tym:

  • regularne konfrontowanie swoich poglądów z faktami,

  • kontakt z osobami reprezentującymi odmienne stanowiska,

  • przyjmowanie informacji zwrotnej,

  • gotowość do zmiany zdania,

  • zadawanie pytań zamiast natychmiastowego formułowania odpowiedzi,

  • rozwijanie pokory intelektualnej.

Pokora intelektualna nie oznacza braku pewności siebie. Oznacza świadomość, że nawet najbardziej przekonujące przekonanie może wymagać korekty w świetle nowych danych.

Krytyka badań Dunninga i Krugera

Jak każde wpływowe badania, również te nie uniknęły krytyki.

Niektórzy badacze zwracają uwagę, że część obserwowanych wyników może wynikać z efektów statystycznych, takich jak regresja do średniej. Inni argumentują, że osoby o niższych wynikach nie tyle przeceniają siebie bardziej niż inni, ile po prostu mają mniejszą zdolność do trafnej samooceny. Pojawiły się również badania sugerujące, że zjawisko może być bardziej złożone niż pierwotnie zakładano i zależy od rodzaju zadania, poziomu doświadczenia oraz sposobu pomiaru kompetencji. Przytaczano również badania wskazujące, że efekt opisany przez Krugera i Dunninga może nie być prawdziwym mechanizmem psychologicznym, a jedynie artefaktem wynikającym z wybranej metody interpretacji wyników oraz metody przeprowadzenia badania. Ostatecznie autorom przyznano "nagrodę" Ig Nobla w dziedzinie psychologii za rok 2000.

Współcześnie większość psychologów nie kwestionuje samego istnienia błędów w samoocenie, lecz dyskutuje nad ich dokładnymi mechanizmami i skalą.

Efekt Dunninga-Krugera przypomina, że wiedza i pewność siebie nie zawsze rosną równolegle. Niekiedy niewielka ilość wiedzy wystarcza, by uznać temat za prosty, podczas gdy głębsze poznanie ujawnia jego złożoność. Być może najważniejszą lekcją płynącą z tego zjawiska jest to, że świadomość własnych ograniczeń nie jest oznaką słabości intelektualnej, lecz jedną z oznak dojrzałości poznawczej.

A jeśli chodzi o krytyków Dunninga i Krugera – część ich argumentów jest całkowicie zasadna i przyczyniła się do rozwoju badań. Trzeba jednak przyznać, że istnieje pewna ironia w sytuacji, gdy ktoś z absolutną pewnością ogłasza, że efekt Dunninga-Krugera nie istnieje. W takich momentach psychologowie mogą mieć pokusę, by zapytać: „A czy na pewno nie jest to właśnie bardzo przekonujący przykład tego efektu?” 😉

Ps. Ilustracja na wstępie - zupełnie bez związku z czymkolwiek...

01 czerwca 2026

 


Czy nadmiar cukru wpływa na psychikę dziecka? Kilka refleksji na marginesie przedszkolnego jadłospisu

„Może zaproponuję post o tym, jak psychika dziecka reaguje na nadmiar cukru w diecie?” Taki postulat pojawił się pod moim wpisem na temat wpływu diety na nasz układ nerwowy. Autorka pytania dołączyła także zdjęcie przedszkolnego jadłospisu zawierającego takie pozycje jak: herbatniki, kompot owocowy podawany do obiadu, budyń waniliowy z płatkami czekolady, płatki kukurydziane, kompot owocowy kolejnego dnia, bułkę drożdżową z serem i marmoladą, wodę z sokiem owocowym

Wpis sprzed kilku lat. Wówczas nie byłem przygotowany na zgłębienie tematu i szybkie zajęcie się nim. Później – wstyd przyznać – zapomniałem o nim… Nie dawno, kiedy postanowiłem odświeżyć temat, pytanie znowu wpadło mi w ręce i powodowany wyrzutami sumienia postaram się przytoczyć kilka opinii.

W swoim popularnym podręczniku psychologii „Psychologia. Kluczowe koncepcje” Phlip Zimbardo zaproponował potencjalnym studentom naukową weryfikację powszechnego poglądu, jakoby cukier powodował nadaktywność u dzieci. Zadanie co prawda miało na celu pokazanie sposobu konstruowania eksperymentu psychologicznego, jednak w podsumowaniu Zimbardo przytacza rezultat prawdziwego eksperymentu przeprowadzonego w 1994 roku przez Marka Wolraicha, który stwierdził ni mniej ni więcej, że nie ma żadnych różnic w zachowaniu dzieci spożywających produkty bogate w cukier oraz dzieci, w diecie których cukier zastąpiono sztucznymi słodzikami, a zwiększoną ruchliwość dzieci biorących udział w imprezie, na której serwowane są słodkie przekąski należy wiązać raczej z ekscytacją samą zabawą niż z wysokim poziomem cukru we krwi.

Tyle tylko, że zadane przez Zimardo pytanie i udzielona przez Wolraicha odpowiedź dotyczyły wzrostu aktywności ruchowej dzieci bezpośrednio po spożyciu słodkich produktów. A co z efektami bardziej odległymi? I nie mówimy tu o oczywistościach jak otyłość czy zaburzenia metaboliczne.

Wiele badań - np. wymienione w raporcie sporządzonym przez zespół pod kierunkiem Adrienne O'Neill  pokazuje, że sposób odżywiania wpływa nie tylko na rozwój fizyczny dziecka, ale również na jego emocje, zachowanie, zdolność koncentracji, a nawet kształtowanie nawyków i preferencji na całe życie.

Jednocześnie warto zachować umiar w ocenach. Cukier nie jest magiczną substancją, która po jednym ciastku zamienia dziecko w nadpobudliwego urwisa. Problemem jest raczej systematyczny nadmiar cukrów prostych i przyzwyczajanie organizmu do ciągłej stymulacji słodkim smakiem.

Jak cukier oddziałuje na psychikę?

Mózg dziecka jest niezwykle wrażliwy na nagrody. Słodki smak od urodzenia jest dla człowieka sygnałem bezpieczeństwa i dostępności energii. Spożycie cukru aktywuje układ nagrody, związany m.in. z wydzielaniem dopaminy.

Samo w sobie nie jest to nic złego. Problem pojawia się wtedy, gdy słodkie produkty stają się dominującym źródłem przyjemności i regularnym elementem codziennego jadłospisu.

Wówczas mogą pojawiać się:

  • większa impulsywność,
  • trudności z odraczaniem gratyfikacji,
  • silniejsze wahania nastroju,
  • rozdrażnienie po spadku poziomu glukozy,
  • większa skłonność do sięgania po jedzenie pod wpływem emocji,
  • trudności z koncentracją wynikające z gwałtownych zmian poziomu energii.

Nie oznacza to, że każde dziecko jedzące słodycze będzie miało takie problemy. Jednak długofalowo dieta bogata w cukry proste nie sprzyja stabilności emocjonalnej ani rozwijaniu zdrowych nawyków samoregulacji.

Czy cukier uzależnia?

W środowisku naukowym trwa dyskusja, czy można mówić o klasycznym uzależnieniu od cukru. Badacze tacy jak Margaret Westwater, Paul Fletcher czy Hisham Ziauddeen są  ostrożni z takim określeniem. Jednak jak wynika z badań zespołu w składzie Nicole Avena, Pedro Rada i Bartley Hoebel cukier może prowadzić do zachowań przypominających uzależnienie:

  • silnej ochoty na słodkie produkty,
  • trudności z ograniczeniem ich spożycia,
  • wykorzystywania słodyczy do regulowania emocji,
  • pogorszenia samopoczucia po ich odstawieniu.

Jeżeli dziecko od najmłodszych lat uczy się, że nagroda, pocieszenie, świętowanie i poprawa nastroju zawsze wiążą się ze słodkim smakiem, może to utrwalać wzorce obecne również w dorosłym życiu.

Co mówi przedstawiony na wstępie jadłospis?

Patrząc na fragment menu, trudno nie zauważyć, że słodkie produkty pojawiają się bardzo często. Żaden z tych produktów osobno nie stanowi problemu. Jednak gdy spojrzymy na cały dzień żywieniowy dziecka, okazuje się, że słodki smak jest obecny niemal nieustannie.

To właśnie tutaj pojawia się główne zastrzeżenie. Problemem nie jest cukier, lecz dominacja słodkiego smaku. Dziecko nie uczy się tylko wartości odżywczych. Uczy się również preferencji.

Jeżeli przez kilka lat pobytu w przedszkolu większość przekąsek i napojów ma słodki smak, organizm zaczyna uznawać go za normę. W efekcie zwykła woda wydaje się „bez smaku”, naturalny jogurt jest „kwaśny”, owoce przestają być wystarczająco słodkie, a warzywa stają się mniej atrakcyjne.

Z perspektywy psychologii nawyku jest to bardzo ważne. Wczesne dzieciństwo to okres kształtowania wzorców, które mogą pozostać z człowiekiem na długie lata.

Czy przedszkola powinny całkowicie eliminować słodycze?

Nie. Skrajności rzadko przynoszą dobre efekty. Dzieci powinny poznawać różne smaki, również słodki. Problem nie polega na okazjonalnym budyniu czy drożdżówce.

Problem pojawia się wtedy, gdy słodki napój zastępuje wodę, słodki deser pojawia się codziennie, słodkie produkty są obecne przy większości posiłków, brakuje alternatyw opartych na warzywach, pełnych ziarnach i naturalnych produktach.


Wpływ cukru na psychikę dziecka nie polega na chwilowej „hiperaktywności”, lecz na czymś znacznie subtelniejszym i ważniejszym:

  • kształtowaniu układu nagrody,

  • budowaniu preferencji żywieniowych,

  • uczeniu sposobów regulacji emocji,

  • wpływie na stabilność energii i koncentracji.

Skąd bierze się przewaga słodkich produktów w menu serwowanym dzieciom? Trudno powiedzieć. Może to przekonanie, że „dzieci lubią słodkie”, może potrzeba pewności, że dzieci wówczas chętnie zjedzą i nie będą marudzić?... Widać jednak wyraźnie tendencję do częstego eksponowania dzieci na słodkie smaki. Z perspektywy zdrowia psychicznego i profilaktyki zdrowotnej byłoby korzystniej, gdyby część słodkich produktów zastąpiły owoce, warzywa, woda oraz mniej przetworzone przekąski.

To szczególnie ważne dlatego, że dzieci nie wybierają swojego menu samodzielnie. To dorośli uczą je, jaki smak jest „normalny”. A nawyki wykształcone w wieku przedszkolnym często pozostają z nami znacznie dłużej niż sama pamięć o przedszkolu.