Pokazywanie postów oznaczonych etykietą modelowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą modelowanie. Pokaż wszystkie posty

31 marca 2021

 


Wiele razy poruszałem już temat empatii. Zdolność odczuwania emocji przeżywanych przez inne osoby, a także umiejętność stawiania się w czyimś położeniu to warunek tworzenia trwałych i satysfakcjonujących relacji między poszczególnymi osobami i całymi grupami społecznymi.

Martin Hoffman twierdzi wręcz, że korzenie moralności tkwią w empatii. Do pomagania innym popycha nas właśnie zdolność współodczuwania emocji ludzi, którzy doświadczyli tragedii albo którym zagraża niebezpieczeństwo. Do przestrzegania zasad moralnych skłania nas umiejętność postawienia się w sytuacji innych osób.

Empatia podpowiada nam różne sposoby reagowania na przeżycia innych. Może to być pocieszanie, przyjście z wymierną pomocą, ale czasem najlepszy sposobem może być niezwrócenie uwagi na zaistniały problem po to, aby nie urazić czyjejś dumy. Wyrazem zrozumienia czyjegoś położenia może być także „gniew empatyczny” – bunt i sprzeciw wobec krzywdzenia innych.

Wielu badaczy – w tym Daniel Goleman – twierdzi, że podstawą rozpoznawania emocji innych  jest zdolność do odczytywania niewerbalnych sygnałów, gestów, wyrazu twarzy, tonu głosu itp. Co więcej – nawet ponad 90% treści wysyłanych przez innych komunikatów ma właśnie postać niewerbalną. Jeśli słowa nie zgadzają się z tonem głosu i gestami, jesteśmy skłonni odczytywać emocje z przekazu niewerbalnego.

Za odbieranie tych niewerbalnych treści odpowiadają neurony lustrzane, które aktywują w naszym mózgu te same obszary, jakie odpowiadają za zachowanie obserwowanych osób. Jednak zdolność ta, mimo że po części wrodzona, musi być kształtowana w ciągu naszego życia. Dawid Stern mówi o zjawisku „dostrojenia emocjonalnego. Jeśli matka adekwatnie reaguje na manifestacje emocji swojego dziecka, uczy się ono, że jego emocje spotykają się z empatią, są akceptowane, rozumiane i odwzajemnianie. Są to wg Sterna „podwaliny życia emocjonalnego”. Zaangażowane matki przesyłają swoim niemowlętom takie sygnały co minutę. Brak takiego dostrojenia, np. w skutek braku reakcji otoczenia na ekspresję niemowlęcia, powoduje u dziecka unikanie wyrażanie emocji, a w konsekwencji utratę zdolności odczuwania ich. Z drugiej strony empatię kształtują także reakcje otoczenia (rodziców) na czyjeś zmartwienie – czyli modelowanie. Dziecko obserwując reakcje ważnych dla siebie osób, samo uczy się reagować w podobny sposób. Do empatii możemy także starać się wychowywać. Jeśli np. dziecko samo wyrządzi komuś krzywdę, zamiast strofowania lepiej zwrócić uwagę na uczucia skrzywdzonego („Popatrz jaka ona jest teraz smutna”).

Korzyścią płynąca z umiejętności odczytywania emocji jest lepsze dostosowanie emocjonalne do innych osób, większa wrażliwość i otwartość oraz większa popularność. Empatia pomaga w nawiązywaniu i podtrzymywaniu relacji z innymi. Dzieci, które wykazują talent do odczytywania niewerbalnych sygnałów emocjonalnych, należą do bardziej lubianych w szkole i są bardziej stałe emocjonalnie. Co ciekawe uzyskują także lepsze oceny w porównaniu z rówieśnikami, którzy mają podobny iloraz inteligencji, ale nie wykazują takich samych zdolności do odczytywania przekazów niewerbalnych.

Co ważne – warunkiem opanowania sztuki empatii jest wcześniejsze nauczenie się rozpoznawania własnych emocji. Im bardziej jesteśmy otwarci na własne stany emocjonalne, tym lepiej odczytujemy emocje innych. Empatia wymaga także pewnego spokoju i odpowiedniej wrażliwości, aby nasz mózg mógł odbierać sygnały i naśladować to , co czuje inna osoba. Wzburzenie może powodować, że raczej będziemy skłonni projektować własne emocje na innych.

Zdjęcie ze strony: https://www.medonet.pl/zdrowie,czym-jest-empatia-i-czy-mozna-sie-jej-nauczyc--o-czym-swiadczy-brak-empatii-,artykul,1728439.html 

04 listopada 2020

 


Kilkakrotnie w swoich wpisach poruszałem już temat oddziaływania postaw rodzicielskich na dzieci. Starałem się wyjaśnić, na czym polega mechanizm modelowania, w jaki sposób rodzice mogą „zarażać” swoje pociechy własnym lękiem lub stresem, ale także o dobroczynnym wpływie postaw zaufania, otwartości i dobrego kontaktu rodziców z własnymi emocjami na to jak w życiu rodzą sobie ich dzieci. 

Rodzina jest systemem wzajemnie oddziałującym na siebie, dlatego też nie powinno być zaskoczeniem stwierdzenie faktu, że to co dzieje się z dziećmi, wpływa także na rodziców i opiekunów. Szczególnym przypadkiem będzie niewątpliwie przeżywanie przez dziecko traumy. Przyczyną traumy mogą być szczególnie drastyczne doświadczenia takie jak skrajne ubóstwo, nadużycia i zaniedbania, bycie ofiarą oraz świadkiem przemocy, nagła śmierć bliskiej osoby, udział w wypadku lub katastrofie, ciężka choroba własna lub bliskich osób... Przyczyną traumy może być także poczucie straty kogoś lub czegoś w sytuacji, kiedy inni lekceważą uczucia dziecka lub wręcz negują przeżywany smutek (żałoba nieuprawniona). W sytuacji, kiedy obserwujemy u dzieci niepokojące objawy będące skutkiem przeżytych doświadczeń, zazwyczaj szukamy dla nich pomocy specjalistów. Ważne jest jednak uświadomienie sobie, że nie możemy pomóc dzieciom wyleczyć się z traumy, jeśli nie dołożymy równych wysiłków na rzecz zdrowia psychicznego ich rodziców i opiekunów. 

Dzieci muszą czuć się bezpiecznie i pewnie, aby się rozwijać. Rolą rodzica w życiu dziecka jest bycie ostoją pewności i siły, gdy ono samo staje przed wyzwaniami i zagrożeniami. Często jednak bywa tak, że to jak głęboko dziecko przeżywa swoją traumę zależy od tego, jak odporny na traumatyczne przeżycia jest rodzic. Trauma rodzica zwykle pojawia się jako pierwsza i może mieć głęboki i trwały negatywny wpływ na samopoczucie dziecka. Możemy to nazwać traumą międzypokoleniową. Trauma międzypokoleniowa to forma traumy, która jest przekazywana z pokolenia na pokolenie poprzez zachowania, przekonania, a także być może w sposób genetyczny. Dobra wiadomość jest taka, że chociaż traumę można przekazać, można także przekazać swoim dzieciom odporność emocjonalną. 

Specjalizująca się w leczeniu traumy psychoterapeutka Beth Tyson zwraca uwagę na najważniejsze problemy związane z podejmowanymi działaniami mającymi na celu przerwanie łańcucha traumy międzypokoleniowej. 

− Terapia dziecka po traumatycznych przeżyciach musi odbywać się wspólnie z jego dorosłymi opiekunami. Izolowana terapia dziecka nie odniesie sukcesu, jeśli opiekun nie będzie częścią procesu terapeutycznego. Dotyczy to zarówno biologicznych rodziców, rodziców zastępczych i krewnych opiekujących się dziećmi. 

− Oddziaływaniami terapeutycznymi powinny być obejmowane dzieci i jego opiekunowie niezależnie od wieku dziecka. Nie ma znaczenia czy dziecko ma 2, 8 czy 12 lat, W skutek traumy dziecko jest narażone na poważne problemy ze zdrowiem psychicznym niezależnie od wieku i w każdym wieku „zasługuje” na objęcie go terapią. 

− Należy się skupić na przeżytych przez dziecko urazach, a nie na prezentowanych przez nie zaburzeniach. Nadpobudliwość, bunt, nieumiejętność regulowania emocji może być objawem przeżytej traumy, a nie przyczyną problemów. 

− Należy zbadać historię rodzica pod kątem jego ewentualnych nieprzepracowanych traum. Przeszłość rodzica wpływa na jego zdolność do bycia wsparciem dla swojego dziecka. Niestabilny emocjonalne rodzic nie będzie w stanie nauczyć swojego dziecka panowania nad emocjami. 

− Przeżyte traumy nie tyle niszczą osobę, ile niszczą jej zaufanie do świata. W pierwszej kolejności należy przywrócić zaufanie. 

− Praca z rodzicem dziecka przeżywającego traumę powinna polegać głównie na nauce rodzica troski o własne zdrowie psychiczne oraz na zdobywaniu przez niego umiejętności wychowawczych. Tak wyedukowany rodzic będzie w stanie pomóc swojemu dziecku uwolnić się od skutków traumy. 

Na skuteczną terapię nigdy nie jest za późno, jednak im wcześniej ją podejmiemy, tym większa szansa powodzenia.

12 maja 2020



Już wiemy, że dorośli mogą "zarazić" dzieci swoimi lękami i przeżywanym stresem. Ale jakie pozytywne postawy warto przekazać naszym wychowankom? Dzieci przejmują od nas cechy nie te, które chcielibyśmy im przekazać, ale te które rzeczywiście prezentujemy. Reagują nie tylko na emocje, które okazujemy im  bezpośrednio, ale także na sposób, w jaki odnoszą się na wzajem do siebie rodzice oraz w jaki sposób dorośli traktują inne osoby z otoczenia. Dzieci potrafią się "dostroić" do najbardziej subtelnych, do najtrudniejszych do uchwycenia przekazów emocjonalnych.
Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Waszyngtońskim w sposób jednoznaczny pokazują, że rodzice, którzy lepiej radzą sobie z emocjami w stosunkach między sobą, skutecznie pomagają radzić sobie swoim dzieciom w ich problemach emocjonalnych. Co ciekawe w owej pomocy nie chodzi o udzielania "dobrych rad", czy narzucanie własnych pomysłów i rozwiązań, a raczej o cierpliwe przyglądanie się i życzliwe towarzyszenie dziecku w życiowych potyczkach oraz w udzielaniu pomocy przy odkrywaniu własnej metody uporania się z napotykanymi problemami.
Główną rolą, jaką ma rodzic do spełnienia, to rola "trenera" postaw emocjonalnych. Co ciekawe - często okazuje się, że odpowiednimi momentami do odegrania tej roli, są chwile złego samopoczucia psychicznego dziecka. Układ nerwowy dzieci przed okresem dojrzewania jest bardziej "emocjonalny" niż "racjonalny", dzieci odczuwają emocje, ale nie potrafią ich nazwać, a właśnie świadomość własnych stanów emocjonalnych pozwala naszemu intelektowi na pozytywne ich wykorzystanie. Pierwszą rzeczą, jaką powinien zrobić rodzic jest nazwanie obserwowanych u dziecka emocji. Nie wolno także tych emocji negować i ich zabraniać. Zatem dziecku, które płacze z powodu zgubienia ulubionej zabawki nie mówimy: "Nie rozpaczaj tak, to tylko zabawka", ale raczej: "Widzę, że jest ci bardzo smutno, że zginął twój Kubuś". Nie należy także uciekać się do prób prostego pocieszania: "Nie płacz, kupię ci nowy:, ale docenić dziecko: "Wiem, że to był twój ulubiony miś, zawsze miałeś go przy sobie i bardzo o niego dbałeś". Pamiętajmy też, że dzieci swoje zranione uczucia często wyrażają przez złość - "Byłeś zły na Pawła, bo nazwał cię głupkiem". Zamiast karcić w takiej sytuacji dziecko, możemy zaproponować mu rozwiązanie: "Następnym razem znajdź sobie jakąś zabawkę i pobaw się sam, aż ci przejdzie złość".
Prawdziwą sztuką jest nauczyć dzieci różnych odcieni stanów emocjonalnych - inny jest smutek z powodu straty bliskiej osoby, a inny kiedy oglądamy smutny film. Do tego sami musimy się nauczyć rozróżniać różne odcienie tych samych emocji. Tak samo jak musimy nauczyć się rozpoznawać, kiedy dziecko jest po prostu niegrzeczne, a kiedy nie potrafi sobie poradzić z przepełniającymi go emocjami.
Wyniki wspomnianych wyżej badań prowadzą do następujących wniosków:
  •  Dzieci rodziców, którzy dobrze orientują się we własnych emocjach, nawiązują lepsze relacje z rodzicami i między sobą.
  •  Dzieci te lepiej radzą sobie z własnymi emocjami, rzadziej wpadają w przygnębienie, a jeśli już go doświadczają - łatwiej i szybciej z niego wychodzą.
  •  Dzieci takich rodziców mają niższy poziom hormonów charakterystycznych dla stresu oraz przejawiają niższy poziom fizjologicznych wskaźników pobudzenia emocjonalnego.
  •  Dzieci te łatwiej nawiązują kontakty społeczne, są bardziej lubiane, rzadko przysparzają problemów.
  •  Dzieci te - co może być zaskakujące - lepiej się uczą, prawdopodobnie dzięki temu, że stan niższego pobudzenia pozwala im lepiej się koncentrować, dzięki czemu osiągają lepsze wyniki niż inne dzieci o tym samym ilorazie inteligencji.
Analizując te spostrzeżenia amerykański psycholog David Goleman stwierdził, że najlepszym, w co rodzice mogą wyposażyć swoje dzieci jest:
  •  Wiara w siebie. Poczucie posiadania kontroli nad własnym zachowaniem i przekonanie, że najprawdopodobniej uda mu się zrobić to, czego się podejmie.
  •  Ciekawość. Przekonanie, że dowiadywanie się nowych rzeczy jest czymś pozytywnym i przyjemnym.
  •  Intencjonalność. Chęć i zdolność wpływania na bieg spraw i wytrwałe dążenie do realizacji swoich zamiarów.
  • Samokontrola. Zdolność podejmowania się działań i kontrolowania ich przebiegu - oczywiście w sposób odpowiedni dla wieku dziecka.
  •  Towarzyskość. Zdolność nawiązywania kontaktów z innymi, zdolność komunikowania swoich potrzeb oraz rozumienia potrzeb innych.
  •  Zdolność porozumiewania się. Chęć i zdolność do wymiany myśli, uczuć i pomysłów z innymi.
  •  Umiejętność współdziałania. Zdolność traktowania własnych potrzeb na równi z potrzebami innych.
Ale zacząć musimy od siebie.

Zdjęcie ze strony http://www.szczesliwedziecko.pl/tag/szczesliwi-rodzice/

30 kwietnia 2020



Wrócę dzisiaj po raz kolejny do prawdy, że dzieci uczą się przede wszystkim obserwując innych, a zachowanie rodziców stanowi wzór dla ich potomstwa. W ten sposób zaszczepiamy w dzieciach różne postawy. Jeśli sami jesteśmy spokojni, pewni siebie dajemy dziecku przekonanie, że i ono może ufać we własne możliwości. Jeśli jednak stale odczuwamy niepokój i lęk, przejawiamy oznaki zdenerwowania, to i nasze dzieci nabiorą przekonania, że istnieją powody do obaw.
Pamiętajmy także, że to co mówimy, treść zawarta w naszych wypowiedziach to zaledwie niespełna dziesięć procent wysyłanego przez nas komunikatu. Zdecydowana większość treści odbierana przez naszych rozmówców lub osoby nas obserwujące pochodzi z naszego zachowania - mimiki, wykonywanych gestów, sposobu poruszania się, przyjmowanej pozy ciała. Również w naszych wypowiedziach mniejsze znaczenie mają wypowiadane przez nas słowa, a więcej informacji zawiera brzmienie naszego głosu, intonacja, tempo mówienia. Jeśli to CO mówimy nie współgra z tym JAK to powiedzieliśmy, to rozmówcy bardziej uwierzą w komunikat pozawerbalny, niż w treść naszych słów. Jeśli "Wszystko będzie dobrze" powiemy pełnym napięcia drżącym głosem, wykonując przy tym nerwowe ruchy, to ci, których chcemy uspokoić, nabiorą pewności, że są realne powody do zmartwienia.
Co zatem robić, aby nie przekazywać dzieciom własnych lęków?

Panować nad własnymi emocjami. Jeśli czujemy, że jesteśmy zdenerwowani, lepiej odłożyć rozmowę na później, kiedy uda się nam się uspokoić. Możemy wyjść do innego pomieszczenia, zebrać myśli i nabrać dystansu.

Nauczyć się rozpoznawać własne emocje. Czasem zachowanie innych nas drażni, ale warto umieć rozróżnić kiedy ktoś naprawdę zachowuje się źle, a kiedy to nasze wewnętrzne napięcie powoduje, że inni nas irytują, cokolwiek by nie zrobili. Kiedy boimy się, że stanie się coś złego, powiedzmy o tym, ale powiedzmy też, że to są nasze obawy i nie oznacza to, że rzeczywiście musi spotkać nas najgorsze.

Zachowywać konsekwencje. Naszą pozytywną uwagę (wyrażoną np. przez rozmowę, propozycję wspólnej zabawy lub innej aktywności) kierujmy wobec dzieci wówczas, kiedy są spokojne i w dobrym nastroju. Pamiętajmy, że odczuwany przez dzieci lęk mogą one wyrażać przez agresję, wulgarne słownictwo, nieposłuszeństwo. Trzeba nauczyć się odróżniać, kiedy dziecko jest rzeczywiście niegrzeczne, a kiedy próbuje jedynie rozładować wewnętrzne napięcie. W tym drugim przypadku zachowania takie lepiej zignorować niż podejmować działania wychowawcze.

Konstruktywne radzenie sobie z niepokojem. Kiedy zauważamy, że dziecko boi się, nie należy go nadmiernie uspakajać, a zwłaszcza nie powinniśmy zaprzeczać jego emocjom ("Przestań, uspokój się", "Nie ma się czego bać"). Okażmy dziecku empatię, pokażmy, że rozumiemy, co czuje. Następnie usiądźmy i porozmawiajmy, co można w takiej sytuacji zrobić, jak się zachować. Zróbmy "burzę mózgów" i wymyślmy wspólnie najlepsze rozwiązania, a później przetestujmy je w praktyce.

Własny przykład. W tym przypadku rozumiany jako podpowiadanie dziecku, jak my radzimy sobie ze swoimi niepokojami, co nam pomogło, kiedy sami byliśmy w podobnej sytuacji. Nie powinniśmy w czasie takiej rozmowy udawać "twardziela", ale szczerze mówić o swoich problemach i obawach, warto jednak, aby przedstawiana historia miała pozytywny finał.

Oczywiście może się też zdarzyć, że sami nie jesteśmy w stanie zapanować nad własnymi emocjami, lękiem czy zdenerwowaniem. Wówczas najlepszym wyjściem jest abyśmy sami zwrócili się o pomoc do specjalisty. To w takiej sytuacji jest nie tylko najbardziej rozsądne zachowanie, ale wręcz nasz obowiązek. Zarówno w trosce o nasze zdrowie jaki i dobro naszych dzieci.

Zdjęcie ze strony https://www.focus.pl/artykul/jak-pomoc-dziecku-przezwyciezyc-strach?page=1

29 kwietnia 2020




Czas, kiedy więcej przebywamy w swoich domach i kiedy mamy zdecydowanie mniej okazji do aktywności fizycznej odbija się także niekorzystnie na naszych staraniach o utrzymywanie prawidłowej wagi ciała.

Nie od dzisiaj wiadomo, że otyłość może być wynikiem nie tylko złych nawyków żywieniowych. Nasza tusza zależy w pierwszej kolejności od posiadanych genów. Osobom otyłym, których natura wyposażyła w takie predyspozycje, jest tak samo trudno schudnąć, jak osobom „z natury” szczupłym przybrać na wadze.

Nadprogramowe kilogramy mogą być także skutkiem przeżyć emocjonalnych. Nagłe przybieranie na wadze, bądź utrata masy ciała często jest oznaką zaburzeń nastroju. Ale, nawet nie mówiąc już o poważniejszych problemach emocjonalnych, mamy  także tendencję "zajadania" codziennych stresów. Niestety większość produktów, które pobudzają nasz układ nerwowy do produkcji endorfin (bo taki mechanizm ma poprawianie sobie nastroju przez jedzenie słodyczy lub innych kalorycznych potraw) ma bardzo niekorzystny wpływ na naszą sylwetkę. Problem polega na tym, że nie tylko nasza tusza na tym cierpi.
Po przebadaniu ponad 4 tys. dzieci  pracujący w Toronto dr Ketana Shankardass porównał ich wskaźnik masy ciała z poziomem stresu rodziców. Okazało się, że dzieci silnie zestresowanych rodziców mają o 2 proc. wyższy wskaźnik masy ciała niż dzieci rodziców mniej stresujących się. Ponadto w czasie trwania badania dzieci z „zestresowanych domów” przybrały na wadze o 7 proc. więcej niż pozostali badani.
 – Choć te różnice mogą wydawać się niewielkie, są tak naprawdę bardzo istotne, bo dotyczą dzieci, których organizmy oraz nawyki żywieniowe i ruchowe znajdują się w fazie rozwoju. Kontynuowanie negatywnych przyzwyczajeń i kumulowanie się ich efektów może doprowadzić do otyłości i poważnych problemów zdrowotnych – tłumaczy dr Shankardass.
Zjawisko to może wynikać zarówno z przekazywania dzieciom złych nawyków żywieniowych jak i z "zaszczepiania" w dzieciach podatności na uleganie stresowi. Jak to przebiega starałem się wyjaśnić we wpisie dotyczącym zjawiska modelowania. Wniosek z tego, że powinniśmy dbać o swoją równowagę emocjonalną nie tylko w trosce o siebie, ale także w trosce o zdrowie naszych dzieci.
Do zamieszczonych już wcześniej rad dotyczących zapobiegania niekorzystnym skutkom przeżywanego stresu dodaję jeszcze kilka - tym razem opracowanych przez profesora Uniwersytetu Harvarda Roberta Epsteina:

1. Zidentyfikuj i zneutralizuj. Przeznacz każdego dnia kilka minut na zastanowienie się nad tym, jakie stresory występują w twoim życiu. Pomyśl, w jaki sposób możesz ich uniknąć albo zredukować.
2. Zaangażuj się w pozytywne strategie radzenia sobie. W stresujących momentach, zamiast uciekać się do destrukcyjnych sposobów radzenia sobie – jak na przykład sięganie po słodycze lub alkohol – zrób coś pozytywnego, korzystnego dla ciebie, np. idź na spacer.
3. Bądź swym osobistym asystentem. Osoby, które robią listę rzeczy do zrobienia, naprawdę robią więcej.
4. Uodpornij się. Ćwiczenia fizyczne, stosowanie technik relaksacyjnych sprawią, że stawisz czoła stresorowi, nie czując się wcale zestresowany.
5. Stwórz mały plan. Codziennie rano przeznacz kilka minut na zaplanowanie dnia. Dzięki temu w ciągu dnia zmarnujesz mniej czasu, więcej zrobisz i doświadczysz mniej stresu.
6. Stwórz wielki plan. Planowanie przyszłości jest doskonałym ćwiczeniem, które pozwala mieć większe poczucie kontroli nad własnym życiem. 


Zdjęcie ze strony https://polki.pl/rodzina/dziecko,stres-naucz-dziecko-zmieniac-go-w-pozytywne-dzialanie,10418479,artykul.html
15 kwietnia zamieściłem wpis o wpływie zjawiska modelowania na wychowanie dzieci. Ponieważ będę chciał się do niego odwołać, zamieszczam go teraz tutaj.


Jeśli chcielibyśmy się zapytać, jaka jest najważniejsza i najskuteczniejsza metoda wychowawcza, to jaka będzie poprawna odpowiedź? Wychowanie „bezstresowe”? Bardzo konsekwentne, rygorystyczne? Oparte o jakąś konkretną teorię psychologiczną lub pedagogiczną? Problem polega na tym, że nie w tym rzecz. Najważniejszą, a właściwie jedyną metodą wychowawczą i w dodatku – metodą, którą stosuje każdy rodzic – niezależnie czy jest tego świadomy czy nie – jest modelowanie. Modelowanie to nic innego, jak – ze strony wychowującego – dawanie przykładu, a ze strony wychowanka – uczenie się przez obserwację i naśladowanie. Nie wychowujemy swoich dzieci przez udzielanie im rad, dawanie nakazów i zakazów, karanie ich i nagradzanie – no dobrze, w ten sposób też, ale tylko wówczas, kiedy to co do nich mówimy i czego wymagamy jest zgodne z tym jak sami postępujemy. Nie wychowujemy dzieci wówczas, kiedy – jeśli zastosujemy się do rady – rozmawiamy z nimi owe zalecane 20 minut dziennie, czy podczas wspólnie spędzanego czasu, ale robimy to bez przerwy, 24 godziny na dobę, nawet wówczas, kiedy nie jesteśmy przy nich bezpośrednio obecni, bo one i tak w swoim postępowaniu odnoszą się do tego, co im przekazaliśmy.
Termin modelowanie odnosi się nie tylko do dawania przykładu swoim postępowaniem i zachowaniem, ale także do zaszczepiania w dzieciach swoich stanów emocjonalnych. Modelowanie dotyczy nie tylko relacji bezpośrednio z dzieckiem, ale dzieci widzą i zapamiętują także to, w jaki sposób odnosimy się do innych, czy do siebie samych. Dlatego, kiedy zauważymy u dziecka niepokojące zachowania, zanim zaczniemy się zastanawiać, co zrobić, aby zmieniło ono swoje postępowanie, najpierw musimy się zastanowić, co powinniśmy zmienić w swoim postępowaniu. Wychowanie to nie tyle praca „nad dzieckiem”, ale praca nad sobą samym.
Na zakończenie kilka wskazówek od samego mistrza – Janusza Korczaka.
Prośba dziecka:
• Nie psuj mnie dając mi wszystko, o co Cię proszę. Niektórymi prośbami wystawiam Cię jedynie na próbę.
• Nie obawiaj się postępowa wobec mnie twardo i zdecydowanie. Daje mi to poczucie bezpieczeństwa.
• Nie pozwól mi utrwalać złych nawyków. Liczę, że pomożesz mi się z nimi uporać.
• Nie postępuj tak, abym czuł się mniejszy niż jestem. To sprawia, że postępuję głupio, żeby udowodni, że jestem duży.
• Nie karz mnie w obecności innych. Najbardziej mnie przekonujesz, gdy mówisz do mnie spokojnie i dyskretnie.
• Nie ochraniaj mnie przed konsekwencjami tego, co zrobiłem. Potrzebne mi są również bolesne doświadczenia.
• Nie przejmuj się zbytnio, gdy mówię: „Nienawidzę Ciebie”. To nie Ciebie nienawidzę, tylko ograniczeń, jakie przede mną stawiasz.
• Nie przejmuj się zbytnio moimi małymi dolegliwościami. Pomyśl jednak, czy przy ich pomocy nie staram się zwrócić twojej uwagi, której tak bardzo potrzebuję.
• Nie gderaj. Będę się bronił udając głuchego.
• Nie dawaj mi pochopnych obietnic, bo czuję się bardzo zawiedziony, gdy ich później nie dotrzymujesz.
• Nie przeceniaj mnie. To mnie krępuje i niekiedy zmusza do kłamstwa, by nie sprawi Ci zawodu.
• Nie zmieniaj swoich zasad postępowania w zależności od układów. Czuję się wtedy zagubiony i tracę wiarę w Ciebie.
• Nie zbywaj mnie, gdy stawiam Ci pytania. Ja znajdę informacje gdzie indziej, ale chciałbym Ciebie za swojego przewodnika po świecie.
• Nie mów, że mój strach i moje obawy są głupie. Dla mnie są bardzo realne.
• Nigdy nawet nie sugeruj, że jesteś doskonały i nieomylny. Przeżywam bowiem zbyt wielki wstrząs, gdy widzę, że taki nie jesteś.
• Nigdy nie myśl, że usprawiedliwianie się przede mną jest poniżej twojej godności. Wzbudza ono we mnie prawdziwą serdeczność.
• Nie zabraniaj mi eksperymentowania i popełniania błędów. Bez tego nie mogę się rozwijać.
• Nie zapominaj, jak szybko dorastam. Jest Ci zapewne trudno dotrzymać mi kroku, ale – proszę Cię – postaraj się.