30 maja 2026


 

Czy psychologia humanistyczna się wyczerpała, czy to ona odpowiada za współczesne zjawiska w kulturze Zachodu?

Pamiętam, kiedy na jednym z treningów terapeutycznych, po przedstawieniu swojego pomysłu na interwencję psychologiczną na zadany problem, usłyszałem od prowadzącego „Smutne dziedzictwo psychologii humanistycznej przez ciebie przemawia”. Zrodzona w Stanach Zjednoczonych 50 XX w, głównie za sprawą Karla Rogersa, w przeciwieństwie do psychoanalizy i behawioryzmu uznawała zdolność człowieka do podejmowania świadomych decyzji i brania za nie odpowiedzialności, a za główny cel rozwoju człowieka uznawała dążenie do samorealizacji.

Dzisiaj zdarza się słyszeć, że to właśnie koncepcje psychologii humanistycznej są odpowiedzialne za tzw. wychowanie bezstresowe oraz że współczesne pokolenia skupione są wyłącznie na własnych potrzebach i przyjemnościach, źle pojmowanej asertywności, a także że jej skutkiem jest m.in. toksyczna pozytywność.

 Psychologia humanistyczna Carla Rogersa była odpowiedzią na bardzo konkretny kontekst kulturowy i psychologiczny XX wieku. Jej zwolennicy będą jej bronić twierdząc, że nie tyle „wyczerpała się” jest ona odpowiedzialna za te zjawiska, ile pewne jej idee zostały uproszczone i przekształcone w kulturę popularną.

Rogers jako odpowiedź na „neurotycznego człowieka” epoki

Karen Horney opisywała człowieka nowoczesnego jako osobę pełną lęku, przymusu osiągania, potrzeby aprobaty i wewnętrznego rozdarcia. Jej „osobowość neurotyczna” rodziła się w kulturze nadmiernej rywalizacji, presji sukcesu, sztywnego wychowania, tłumienia emocji, podporządkowania autorytetom.

Powojenne społeczeństwa Zachodu rzeczywiście były często bardziej hierarchiczne, konformistyczne, oparte na poczuciu obowiązku, mniej otwarte emocjonalnie.

W tym sensie Rogers był swego rodzaju korektą kultury. Podkreślał autentyczność, akceptację siebie, empatię, kontakt z emocjami, rozwój osobisty, odejście od życia „dla oczekiwań innych”.

Jego terapia skoncentrowana na osobie była bardzo potrzebna. Dla wielu ludzi była wręcz humanizacją psychologii.

Intencją Rogersa nie było „nauczanie egoizmu”. Wręcz przeciwnie — uważał, że człowiek rozwijający się zdrowo staje się, bardziej empatyczny, bardziej otwarty, mniej defensywny, bardziej odpowiedzialny społecznie.

Tyle tylko, że postulowanie pewnych idei nie oznacza ich automatycznej realizacji.

Rogersa zdawała się cechować nadmierna wiara w naturalną tendencję człowieka do rozwoju. Rogers zakładał, że jeśli człowiek znajdzie się w atmosferze akceptacji, empatii i autentyczności, to będzie rozwijał się w kierunku dojrzałości, odpowiedzialności i tworzenia konstruktywnych relacji.

To piękna idea, ale człowiek nie składa się wyłącznie z potencjału rozwojowego, posiada także tendencje narcystyczne, agresywne, unikowe i manipulacyjne, a samo „bycie wysłuchanym” nie zawsze prowadzi do dojrzewania.

Dodatkowo część kultury popularnej przejęła jedynie wygodny dla niej fragment jego przekazu: „Masz prawo być sobą”.

Oderwane od odpowiedzialności, samodyscypliny i relacji społecznych mogło to przekształcić się w skrajny indywidualizm, koncentrację na własnym komforcie, przekonanie, że każda frustracja jest „toksyczna”, unikanie obowiązków pod hasłem „dbania o siebie”. Powstało zjawisko czasem określane jako psychologizacja życia, kultura terapeutyczna czy emocjonalny indywidualizm. Źle rozumiana asertywność bywa sprowadzana do hasła: „Nikt nie może mnie ograniczać”.

W efekcie spada tolerancja na frustrację, trudniej utrzymać trwałe relacje, wzrasta konfliktowość, relacje bywają traktowane transakcyjnie („czy ta relacja spełnia moje potrzeby?”).

Wiele współczesnych zjawisk rzeczywiście przypomina karykaturę psychologii humanistycznej. Wiele osób wyznaje pogląd, że „najważniejsze jest moje samopoczucie”, „wszystkie emocje usprawiedliwiają każde zachowanie”. Dodatkowo „stawianie granic” bywa rozumiane jako brak odpowiedzialności za relacje, utożsamianie samoakceptacji z brakiem pracy nad sobą, przekonanie, że dyskomfort jest czymś toksycznym, unikanie frustracji i wymagań.

Co ciekawe, wiele osób powołujących się dziś na „akceptację siebie” funkcjonuje dokładnie odwrotnie niż opisywał Rogers: są bardzo zależne od aprobaty, silnie reaktywne emocjonalnie, kruche wobec krytyki, budują tożsamość wokół samopoczucia czy wreszcie unikają konfrontacji z własnymi ograniczeniami.

Czy psychologia Rogersa się wyczerpała? Może raczej część jej postulatów została już wchłonięta przez kulturę, a ta doprowadziła je do skrajności.

Dziś obserwujemy powrót zainteresowania odpowiedzialnością, odpornością psychiczną, wspólnotowością, samodyscypliną, granicami wolności jednostki.

Można powiedzieć, że w połowie XX wieku problemem było tłumienie „ja”, a dziś problemem bywa absolutyzowanie „ja”. Natomiast zdrowie psychiczne prawdopodobnie wymaga równowagi między:

  • autonomią a odpowiedzialnością,
  • samoakceptacją a rozwojem,
  • troską o siebie a troską o innych,
  • autentycznością a zdolnością do życia we wspólnocie.

Najzdrowsze podejście prawdopodobnie nie leży ani w dawnym autorytaryzmie, ani w skrajnym psychologicznym indywidualizmie. Warto potraktować psychologię humanistyczną uczciwie, bez popadania ani w idealizowanie Rogersa, ani w całkowite odrzucenie jego dorobku.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz