21 maja 2020




Wychowywanie dzieci nie jest zadaniem łatwym i na pewno trudno mu sprostać w pojedynkę. Przede wszystkim w wychowywaniu dzieci powinni braci udział oboje rodziców – nie tylko ze względu na możliwość dzielenia się obowiązkami, ale także dlatego, że każde z nich ma swoją unikatową rolę do spełnienia w tym procesie. Warto korzystać także z wymiany doświadczeń między przyjaciółmi i znajomymi, pomagać sobie wzajemnie – pomagać innym i korzystać z pomocy. Zgodnie z teorią salutogenezy tworzenie sieci społecznych jest ważnym czynnikiem wspierających naszą odporność na pojawiające się w naszym życiu problemy.

W komentarzach pod zamieszczanymi przeze mnie tutaj postami pojawiają się czasami uwagi, że nikt nas nie uczy bycia rodzicami. Otóż są osoby, które nas tego uczą – to są nasi rodzice… Uprzedzając możliwe reakcje części to czytających - pamiętajmy, że naukę możemy także wyciągać z negatywnych doświadczeń. Możliwość korzystania z pomocy dziadków w wychowywaniu dzieci jest trudna do przecenienia i przynosi pożytek wszystkim stronom: rodzicom – pomoc, dzieciom możliwość korzystania z doświadczeń kolejnego pokolenia oraz przekonanie o wartości osób starszych, a samym dziadkom przełamywanie osamotnienia i zapewnienia poczucia bycia potrzebnym.

Psychoterapeutka Beth Tyson podaje sześć podstaw, na którym dziadkowie budują relacje ze swoimi wnukami:

Emocjonalna. Osobom, które mają za sobą wieloletnie doświadczenia łatwiej okazywać empatię, łatwiej postawić się w sytuacji innej osoby. Warto, aby dziadkowie rozmawiali z wnukami o swoich uczuciach, podpowiadali im sposoby radzenia sobie z emocjami, okazywali zainteresowanie tym, co przeżywają wnuki. Przeżyte doświadczenia pozwalają łatwiej zaakceptować okazywany przez wnuki smutek, strach, złość… oraz przygotować je na czekające je w życiu trudności.

Intelektualna. Najlepszym sposobem spędzania czasu z wnukami jest chyba dzielenie się z nimi własnymi doświadczeniami i zdobytą „mądrością życiową”. Warto także czytać wnukom książki, oglądać wspólnie z nimi programy edukacyjne, a także uczyć je nowych sprawności – od wiązania sznurowadeł, poprzez jazdę na rowerze aż do przekazywania im tajników własnych profesji.

Fizyczna. Z jednej strony dziadkowie powinni przekazywać wnukom szacunek do swojego ciała, określania granic, wyznaczania przestrzeni osobistej. Z drugiej strony dostarczają ważnych korzyści płynącej z bliskości – podczas trzymania na kolanach, przytulania, pielęgnacji, pomocy w ubieraniu i codziennej toalecie…

Kulturalna. Dziadkowie są nieocenieni jeśli chodzi o przekazywanie tradycji rodzinnych, etnicznych i narodowych. Warto uczyć wnuki rytuałów związanych z historią rodziny, jej pochodzeniem, wartościami wyznawanymi przez bliższych i dalszych przodków.

Duchowa. Dziadkowie są ważnym ogniwem przekazywania następnym pokoleniom tradycji i wartości religijnych i filozoficznych. Mogą uczyć własnych systemów wartości i pokazywać korzyści wynikające z ich stosowania. Powinni także uczyć szacunku do ludzi wyznających inne wartości oraz okazywać szacunek wnukom, jeśli nie podzielają one przekonań swoich dziadków.

Zabawowa. Oprócz zapewniania opieki i nauki dziadkowie zazwyczaj spędzają czas z wnukami po prostu bawiąc się z nimi. Podczas wspólnych gier uczą, jak w sposób pozytywny przyjmować porażki i sukcesy, w czasie swobodnej zabawy pozwalają na rozładowanie napięć emocjonalnych, a przez organizowanie rozgrywek sportowych pomagają rozwijać sprawność fizyczną.

W tym wszystkim warto zawsze pamiętać, że wspólne spędzanie czasu z wnukami to przede wszystkim tworzenie relacji, które w przyszłości będą podstawą tworzenia strategii radzenia sobie z problemami. To także okazja do wyrównywania deficytów w kontaktach z rodzicami, którzy nie są w stanie poświęcić dzieciom dość czasu z powodu obowiązków zawodowych lub przeżywanych problemów. To wreszcie zapewnienie różnorodności oddziaływań wpływającej stymulująco na rozwój dzieci.

Zdjęcie ze strony: naszsenior.pl

20 maja 2020







Po już ponad dwóch miesiącach „narodowej kwarantanny” i zdalnego nauczania wielu rodziców może występować w roli ekspertów, jak radzić sobie w tej sytuacji. Sami musieli wymyślić sposoby dostosowania życia domowego do tej nietypowej sytuacji i radzenia sobie z nieprzewidzianymi zdarzeniami z niej wynikającymi. Ponieważ jednak wszystko wskazuje, że – mimo stopniowego łagodzenia różnych obostrzeń i powrotu do „normalnego” życia – będziemy żyli w ten sposób jeszcze przez jakiś czas, spróbujmy sobie przypomnieć najważniejsze zasady oraz podsumować te sposoby i podpowiedzi, które najlepiej się sprawdziły.  Zróbmy to tym bardziej, że większość z tych zasad warto stosować zawsze – niezależnie od otaczającej nas sytuacji.

Pozwalaj dzieciom wyrażać swoje emocje. W czasie pandemii emocje wręcz „fruwają w powietrzu”. Początkowo to był głównie lęk i niepewność o naszą przyszłość. Obecnie może dominować zmęczenie, frustracja i gniew spowodowany przedłużaniem się różnych niedogodności. Pamiętajmy – dzieci czują emocje, ale mają trudności z ich nazywaniem, a tym bardziej z racjonalnym radzeniem sobie z nimi. Pamiętajmy, że strach i niepewność ale także nuda i rozczarowanie mogą być wyrażane przez dzieci w postaci gniewu i agresji. Pomagajmy im najlepiej jak potrafimy rozładowywać wypełniające ich napięcia.

Obserwuj swoje własne emocje i poziom stresu. Te same emocje, które są udziałem dzieci, wypełniają nas samych. Co więcej – to my dorośli możemy je przez niewerbalne komunikaty im przekazywać. Korzystajmy ze sposobów rozładowywania własnych emocji. Utrzymujmy dobre relacji z ludźmi mającymi na nas dobry wpływ, praktykujmy relaksację, trening uważności, utrzymujmy aktywność fizyczną.

Szukaj dobrych wiadomości. Wielu z nas nerwowo pochłania wszelkie wiadomości dotyczące liczby zachorowań i zgonów,  ulegamy fakenewsom i teoriom spiskowym.  Przede wszystkim należy ograniczyć czas poświęcony na śledzenie wiadomości – np. sprawdzać komunikaty tylko dwa razy dziennie, zamiast śledzić programy informacyjne non stop. Świadomie nastawmy naszą uwagę na wychwytywanie pozytywnych wiadomości – rosnącą liczbę osób wyleczonych, postępy w pracach nad nowymi sposobami leczenia, przejawy solidarności między ludźmi itp.

Bądź elastyczny. Sytuacja kryzysowa, w jakiej się znajdujemy ma swoją dynamikę. Początkowo musieliśmy się szybko dostosować do nowej sytuacji. Obecnie problemem jest raczej zmęczenie i bunt przeciw przedłużającej się „nienormalności”. To normalne. Korzystajmy z wypracowanych już sposobów, które się sprawdzają, szukajmy nowych, które pozwolą nam wyrwać się z ogarniającego nas marazmu. Odrobina „szaleństwa” i ekstrawagancji pomagają na przełamanie szarzyzny codzienności – włączajmy jej elementy do naszego życia.

Utrzymuj stały plan dnia. Pomimo narastającego znużenia utrzymujmy codzienną rutynę, lub wróćmy do niej, jeśli przez zniechęcenie odeszliśmy od niej. Utrzymujmy stałą porę wstawania, zabiegów higienicznych, posiłków. Wyznaczmy czas na naukę dzieci i nasze obowiązki. Stwarzajmy i utrzymujmy rodzinne rytuały – wspólne gry i zabawy, czytanie… Wspólne oglądanie filmów zamieńmy na „seanse kinowe” – przygotujmy popcorn, przekąski, stwórzmy nastrój….

Organizuj specjalne atrakcje weekendowe. Skoro codziennie cały czas spędzamy w swoich domach, zadbajmy, aby weekendy różniły się od dni powszednich. Organizujmy zawody kulinarne, piknik na podłodze w jadalni, turnieje gier planszowych, bal przebierańców – wszystko, co tylko podpowie nam nasza wyobraźnia. Korzystajmy z podpowiedzi w Internecie i od znajomych.

Pozwól dzieciom się nudzić. Nie cały dzień musi być wypełniony „atrakcjami”. Od czasu do czasu mamy prawo do „nicnierobienia”. W brew pozorom takie chwile sprzyjają kreatywności – rodzą się wówczas ciekawe pomysły na przyszłość. Jeśli zauważymy, że dzieci wyraźnie mają problem ze znalezieniem sobie w danej chwili zajęcia – podrzućmy im kilka pomysłów, niech same wybiorą, na co mają ochotę.

Bądź w kontakcie z innymi. Pozostawanie w izolacji nie wpływa na nas dobrze. Być może na początku bardzo intensywnie używaliśmy różnych komunikatorów do kontaktowania się ze znajomymi, a obecnie odczuwamy już przesyt. Pozostawajmy w kontakcie mimo to i zachęcajmy do tego także dzieci. Oprócz podtrzymywania relacji daje nam to możliwość wymiany doświadczeń, uzyskania o dostarczania wsparcie.  Dzięki stałym kontaktom możemy się zorientować, że ktoś potrzebuje pomocy oraz zakomunikować – nawet nie wprost – że sami takiej pomocy potrzebujemy.

19 maja 2020



Kiedy zrobimy coś złego, przekroczymy uznawane przez siebie normy moralne lub postąpimy wbrew wyznawanym wartościom, czujemy się winni. Poczucie winy sprawia, że bierzemy odpowiedzialność za swoje postępowanie, skłania nas do rozwinięcia świadomości tego, w jaki sposób nasze zachowanie wpływa na innych. Można powiedzieć, że poczucie winy świadczy o naszej dojrzałości emocjonalnej – gdybyśmy go nie posiadali, świadczyło by to co najmniej o nieprawidłowym rozwoju naszej osobowości. Prawidłowo rozwinięte sumienie powinno nas skłaniać do tego, aby naprawiać popełnione błędy, wyrządzone krzywdy i przykrości.

Często także zdarza się, że poczucie winy wywołuje w nas pragnienie poniesienia kary. Czasem już samo ukaranie powoduje, że czujemy się „rozgrzeszeni”, co nie jest do końca słuszne, bo jednak bardziej właściwym jest naprawienie popełnionego błędu. Czasem jednak odczuwamy potrzebę bycia wielokrotnie ukaranym za to samo przewinienie, ciągłego przepraszania osoby, której nasze zachowanie wyrządziło krzywdę, co więcej sami karzemy się przez ciągłe rozpamiętywanie swojego postępowania. Jeszcze większym problemem jest sytuacja, kiedy czujemy się winni, mimo że nasze zachowanie wcale nie było niewłaściwe. Wielu psychologów – w tym Zygmunt Freud twórca psychoanalizy – takie nadmierne i nieuzasadnione poczucie winy uważa za najbardziej niszczycielską siłę w naszej psychice i przyczynę większości problemów emocjonalnych.

Jak radzić sobie z poczuciem winy, kiedy powinniśmy je uznać za słuszne i zaakceptować, a kiedy odrzucić jako nieuzasadnione? Kilka sposobów zaproponowanych przez psychiatrę Johna M. Grohola:

Rozpoznaj czy poczucie winy jest uzasadnione, a jeśli tak to w jaki sposób je wykorzystać. Uzasadnione poczucie winy pozwala nam dojrzewać i rozwijać się. Jeśli nasze zachowanie kogoś krzywdzi lub powoduje, że zaniedbujemy naszych bliskich, to odczuwana w związku z tym wina powinna nas skłonić do zmiany postępowania. W tym wypadku wypieranie i zaprzeczanie naszej winie może prowadzić do upośledzenia naszego sumienia. Jeśli jednak ktoś czuje się skrzywdzony, bo bronimy naszych ważnych praw, albo nie poświęcamy dość czasu rodzinie z powodu wypełniania ważnych obowiązków to w tym wypadku nasze poczucie winy nie ma racjonalnych podstaw.

Zmieniaj swoje postępowania zamiast ciągłego rozpamiętywania popełnionych błędów. Poczucie winy ma konkretny cel – naprawię niewłaściwego zachowania. Zdrowe sumienie podpowiada nam, co powinniśmy zrobić, aby naprawić popsute relacje lub nasze poczucie własnej wartości. Za obraźliwe uwagi pod adresem innych należy przeprosić, zaniedbywanym z powodu obowiązków bliskim wynagrodzić w czasie wolnym…  Zazwyczaj im szybciej poprawimy swoje postępowanie, tym szybciej zniknie poczucie winy. Jeśli dokonamy skutecznej naprawy własnego zachowania – poczucie winy nie powróci.

Zaakceptuj fakt, że możesz popełniać błędy. Każdemu zdarza się skrzywdzić kogoś, lub popełnić jakiś błąd. Niestety nikt nie potrafi cofnąć czasu. Możemy natomiast przeprosić za niewłaściwe zachowanie, postarać się wynagrodzić wyrządzoną krzywdę. Jeśli zrobimy to we właściwy sposób i we właściwym czasie to musi wystarczyć. Dalsze obwinianie się raczej pogorszy niż poprawi nadszarpniętą relację. Poczucie winy jest zazwyczaj związane z konkretną sytuacją – sensowne jest jak najszybsze naprawienie błędu, jednak trwanie w poczuciu winy przez dłuższy czas już niczego nie naprawi. Im szybciej zareagujemy, tym skuteczniej poczucie winy będzie się z czasem zmniejszało.

Ucz się na błędach. Celem poczucia winy nie jest sprawianie, abyśmy się źle czuli ale wyciąganie wniosków z własnego postępowania. Z każdą taką lekcją następnym razem nasze postępowanie powinno być bardziej właściwe, a nasza uwaga nastawiona na unikanie błędów. Jeśli nasze poczucie winy nie skłania nas do poprawy a jedynie do przeżywania – to jest ono niezdrowe. Spróbujmy się także zastanowić, dlaczego czujemy się winni w sytuacji, nad którymi inni przechodzą do porządku dziennego.

Uświadom sobie, że nikt nie jest doskonały. Nikt nie ma przepisu na całkowicie „bezgrzeszne” życie. Wszyscy popełniają błędy. Zrozumienie tego pozwoli nam uniknąć długotrwałego samoponiżania się i  zaniżania swojej samooceny. Jesteśmy tylko ludźmi i nikt z nas nie jest nieomylny. Zaniżona w skutek nadmiernego przeżywania popełnionych błędów działa paraliżująco na naszą zdolność do ich naprawy, a tylko naprawa błędów może nas skutecznie uwolnić od poczucia winy.

Poczucie winy jest bardzo ważną emocją ale musimy się nauczyć rozpoznawać, kiedy prowadzi nas do poprawy naszego postępowania, a kiedy jedynie jest nieracjonalną reakcją emocjonalną.

Zdjęcie ze strony: https://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/emocje/poczucie-winy-oznaka-dojrzalosci-czy-choroby-aa-z7ow-qvPW-yxQx.html

18 maja 2020





Dzisiaj w tym szczególnym dniu setnej rocznicy urodzin Jana Pawła II pozwalam sobie - zamiast tekstu jak zazwyczaj - zamieścić fragmenty słynnego przemówienia do młodzieży wygłoszonego na Westerplatte 12 czerwca 1987 roku. Myślę, że są to uniwersalne treści, warte do rozważenia przez wszystkich - niezależnie od wyznawanych poglądów. 

(…) Młody człowiek pyta Chrystusa: „Co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” (Mk 10, 17). W odpowiedzi Ten, którego młodzieniec nazwał „nauczycielem dobrym” (por. tamże), wskazuje mu na przykazania Boże. „Znasz przykazania: nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, czyli bądź prawdomówny, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę” (Mk 10, 19).

Przykazania Boże. Dekalog. Znamy je dobrze. Umiemy na pamięć — i często powtarzamy. Przemawiają one do każdego człowieka bezpośrednią oczywistością prawdy w nich zawartej. Przykazania te nadał Bóg ludowi Starego Przymierza za pośrednictwem Mojżesza, ale równocześnie nawet i bez tego nadania są one wypisane „w sercu” człowieka. Nadanie tych przykazań ze strony Boga jest poniekąd potwierdzeniem ich obecności w świadomości moralnej człowieka. Zarazem wzmocnieniem mocy ich zobowiązywania w sumieniu każdego.

W ten sposób znajdujemy się w samym centrum sprawy, której na imię: człowiek. Człowiek: każdy i każda z was.

Człowiek jest sobą poprzez wewnętrzną prawdę. Jest to prawda sumienia, odbita w czynach. W tej prawdzie każdy człowiek jest zadany samemu sobie. Każde z tych przykazań, które wymienia z przekonaniem młody rozmówca Chrystusa, każda zasada moralności, jest szczególnym punktem, od którego rozchodzą się drogi ludzkiego postępowania, a przede wszystkim drogi sumień. Człowiek idzie za prawdą tutaj wyrażoną, którą równocześnie dyktuje mu sumienie, albo też postępuje wbrew tej prawdzie. W tym miejscu zaczyna się istotny dramat, tak dawny jak człowiek. W punkcie, który ukazuje Boże przykazanie, człowiek wybiera pomiędzy dobrem a złem. W pierwszym wypadku — rośnie jako człowiek, staje się bardziej tym, kim ma być. W drugim wypadku — człowiek się degraduje. (…)

Mówi się słusznie o prawach człowieka. Podkreśla się, zwłaszcza w naszej epoce, znaczenie tych praw. Nie można jednakże zapomnieć, że prawa człowieka są po to, ażeby każdy miał przestrzeń potrzebną do spełniania swoich zadań i powinności. Ażeby w ten sposób mógł się rozwijać. Mógł stawać się bardziej człowiekiem.

Prawa człowieka muszą być podstawą tej moralnej mocy, którą człowiek osiąga przez wierność prawdzie i powinności. Przez wierność prawemu sumieniu. (…)

Zagrożeniem jest klimat relatywizmu. Zagrożeniem jest rozchwianie zasad i prawd, na których buduje się godność i rozwój człowieka. Zagrożeniem jest sączenie opinii i poglądów, które temu rozchwianiu służą. (…)

Młodzieniec z Ewangelii miał bardzo jasny pogląd na zasady, wedle których winno się budować ludzkie życie. A jednak i on w pewnym momencie nie zdołał przekroczyć progu swoich uwarunkowań. Kiedy Chrystus, zwracając się do niego z miłością, powiedział: „pójdź za Mną” (por. Mk 10, 21) — nie poszedł. Nie poszedł, ponieważ „miał majętności wiele” (por. Mk 10, 22). Pragnienie, aby zachować to wszystko, co miał, przeszkodziło mu. Pragnienie, ażeby „mieć”, ażeby „więcej mieć”, przeszkodziło mu w tym, aby „bardziej być”.

Droga bowiem, jaką wskazywał Chrystus, do tego prowadziła: ażeby „bardziej być”! (…)

Wasze powołania i zawody są różne. Musicie dobrze rozważyć, w jakim stosunku — na każdej z tych dróg — pozostaje „bardziej być” do „więcej mieć”. Ale nigdy samo „więcej mieć” nie może zwyciężyć. Bo wtedy człowiek może przegrać rzecz najcenniejszą: swoje człowieczeństwo, swoje sumienie, swoją godność. (…)

Przyszłość Polski zależy od was i musi od was zależeć. To jest nasza Ojczyzna — to jest nasze „być” i nasze „mieć”. I nic nie może pozbawić nas prawa, ażeby przyszłość tego naszego „być” i „mieć” zależała od nas. Każde pokolenie Polaków, zwłaszcza na przestrzeni ostatnich dwustu lat, ale i wcześniej, przez całe tysiąclecie, stawało przed tym samym problemem, można go nazwać problemem pracy nad sobą, i — trzeba powiedzieć — jeżeli nie wszyscy, to w każdym razie bardzo wielu nie uciekało od odpowiedzi na wyzwanie swoich czasów. (…)

Wiemy, że tu, na tym miejscu, na Westerplatte, we wrześniu 1939 roku, grupa młodych Polaków, żołnierzy, pod dowództwem majora Henryka Sucharskiego, trwała ze szlachetnym uporem, podejmując nierówną walkę z najeźdźcą. Walkę bohaterską.

Pozostali w pamięci narodu jako wymowny symbol. Trzeba, ażeby ten symbol wciąż przemawiał, ażeby stanowił wyzwanie dla coraz nowych ludzi i pokoleń Polaków.

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte”. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można „zdezerterować”. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba „utrzymać” i „obronić”, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych. (…)

15 maja 2020



Praca nad sobą, nad własnym rozwojem jest bardzo ważna. Mawiamy: „Codziennie bądź lepszą wersją wczorajszego siebie”. Warto wyznaczać sobie cele nieco przekraczające nasze aktualne możliwości, aby utrzymywać odpowiedni poziom motywacji, ale – jak we wszystkim – należy w tym zachować umiar. Pamiętajmy, że nikt nie jest doskonały i każdy ma prawo do popełniania błędów oraz każdemu zdarzają się „gorsze dni”. Wyznaczanie sobie nierealistycznych celów może nas zapędzić w pułapkę perfekcjonizmu.
Perfekcjonizm zmusza nas do narzucania sobie i innym wygórowanych standardów, skupiania się raczej na popełnianych błędach niż osiąganych sukcesach. Powoduje, że skupiamy się raczej na szczegółach niż ogólnym sensie podejmowanych działań oraz spostrzegania ich w kategoriach „czarno – białych” – albo nasze rozwiązania są „jedynie słuszne” albo „kompletnie błędne” bez możliwości zaakceptowania stanów pośrednich. W rzeczywistości perfekcjonizm jest wrogiem kreatywności, ale także i zdrowego rozsądku. Ponadto odbiera nam prawo do czerpania radości i satysfakcji  z wykonywanych obowiązków, prowadzi do frustracji i paraliżującego lęku przed porażką.
Co zrobić jeśli zaobserwujemy u siebie oznaki perfekcjonizmu? Zajmująca się problemami zdrowia psychicznego blogerka Therese J. Borchard radzi podjęcie następujących kroków:
Zaprzestań rywalizacji. Większość perfekcjonistów ma tendencję do ciągłego konkurowania, porównywania się z innymi podczas gdy nie należy czynić trudniejszym niż jest w rzeczywistości. Warto zadbać o otaczanie się osobami, które nie odczuwają potrzeby ciągłego udowadniania, że są we wszystkim najlepsze.
Ustal zasady. Nie zawsze można uniknąć sytuacji porównywania się z innymi. Wprowadź zasadę, że w chwilach, kiedy odczuwasz szczególną potrzebę bycia najlepszym, nie sprawdzasz wyników innych. Zrób to, kiedy napięcie opadnie.
Ustal fakty. Perfekcjonizm zawsze idzie w parze z nierealistycznymi oczekiwaniami. Zrób listę swoich zamierzeń i wyeliminuj te, które nie mają szans na powodzenie. Nie da się pracować w najwyższym skupieniu przez całe osiem godzin, ani nie jest możliwe ani raz się nie zirytować w ciągu dnia wychowując bardzo żywe i ruchliwe dziecko.
Powróć do źródła. W chwilach szczególnego napięcia przypomnij sobie, co tak naprawdę jest dla ciebie ważne. Przywołaj w pamięci chwilę, kiedy ostatni raz byłeś wesoły, radosny i zadowolony z siebie.
Zaakceptuj swoje błędy. Zawsze przeżywasz i rozpamiętujesz swoje pomyłki i niepowodzenia? To zacznij się za nie nagradzać. Każdy popełniony błąd wynagródź sobie jakąś drobną przyjemnością. Paradoksalnie przestaniesz się bać ich popełniania.
Zacznij dostrzegać kolory. Świat nie jest czarno – biały. To nie jest tak, że albo jesteś najlepszy, albo całkowicie do niczego. Zaakceptuj, że nie wszystko musi się udawać, a w domu nie zawsze musi panować idealny porządek.
Przełam się. Jednym z objawów perfekcjonizmu może być prokrastynacja, czyli tendencja do odkładania obowiązków na później, trudność z rozpoczęciem pracy i wynajdowaniem sobie zajęć, które opóźniają moment przystąpienia do właściwego zadania. Powodem jest najczęściej lęk przed porażką. Narzuć sobie plan pracy i wykonuj ją niezależnie, co myślisz o jej powodzeniu. Podziel obowiązki na mniejsze zadania.
Bądź sobą. „Dezyderata” mówi: „Nie porównuj się z innymi, bo staniesz się próżnym albo zgorzkniałym. Wszędzie bowiem znajdziesz gorszych i lepszych od siebie”. O ile to możliwe staraj się robić wszystko w swój sposób i we własnym tempie.
Nie załamuj się. Nic nigdy nie jest stracone na zawsze. Po gorszych dniach przyjdą lepsze. Zachowuj wiarę i nadzieję. W innych i w siebie.
I pamiętajmy słowa Marka Aureliusza: „Panie, daj mi cierpliwość, abym umiał znieść to, czego zmienić nie mogę; daj mi odwagę, abym umiał konsekwentnie i wytrwale dążyć do zmiany tego, co zmienić mogę; i daj mi mądrość, abym umiał odróżnić jedno od drugiego”.

14 maja 2020





Samoocena jest tym, co sami o sobie myślimy. Pozytywna samoocena daje nam pewność siebie i szacunek do samego siebie, wiarę we własne możliwości, odporność na napotykane przeciwności oraz nadzieję na dobrą przyszłość. Poczucie własnej wartości wpływa na to, co czujemy, myślimy i jak się zachowujemy, a w konsekwencji ma wpływ na naszą pracę, relacje, rodzinę, na nasze poczucie szczęścia i radość czerpaną z życia. Osoba z prawidłową samooceną po napotkaniu na przeciwności czy porażki nie zmienia tego, co myśli o sobie, ale analizuje przyczyny i wyciąga wnioski z popełnionych błędów, aby w przyszłości móc ich uniknąć.

Terapeutka rodzinna Darlene Lancer proponuje, aby nie używać określenia wysoka i niska samoocena ale samoocena zdrowa (prawidłowa) i upośledzona (zaburzona) po to, aby nie utożsamiać ludzi z wysoką samooceną z osobami o tendencjach narcystycznych. Narcyści wydają się mieć bardzo wysoką – wręcz zawyżoną samoocenę, ale jest to samoocena zależna od opinii innych. Do jej utrzymania potrzebują aplauzu i podziwu zdobywanego często kosztem innych ludzi.

Jakie są zatem oznaki zdrowej samooceny? D. Lancer wymienia następujące:

  •      Wiem, że wszystko jest ze mną w porządku
  •         Wiem, że mam wartość i znaczenie
  •         Czuję się kompetentny i pewny siebie
  •         Lubię siebie
  •         Jestem szczery i uczciwy
  •         Ufam sobie
  •         Potrafię przyjmować pochwały
  •         Akceptuję okazywaną mi uwagę
  •         Jestem odpowiedzialny
  •         Potrafię sam kierować sobą
  •         Jestem w stanie osiągać cele
  •         Szanuję siebie
  •         Akceptuję siebie
  •         Cieszę się ze szczęścia innych
  •         Akceptuję innych
  •         Tworzę szczęśliwe związki
  •         Potrafię dbać o swoje prawa
  •         Jestem optymistyczny
  •         Chętnie korzystam z opinii na swój temat

Co jednak zrobić, jeśli okaże się, że nie na wszystkie te stwierdzenia możemy odpowiedzieć twierdząco? Podnoszenie samooceny to okazywanie sobie pozytywnych uczuć i budowanie relacji ze samym sobą. To traktowanie siebie, tak jak chcielibyśmy traktować naszego najlepszego przyjaciela. To także poświęcanie sobie samemu czasu – na spokojne myślenie, na uważność związaną z tym, co się z nami aktualnie dzieje. Warto także skorzystać z następujących wskazówek:
  •  Rozpoznaj sygnały. Naucz się zauważać sygnały świadczące o chwilowej utracie pewności siebie, kiedy potrzebujesz poniesienia na duchu.
  • Walcz z fałszywymi przekonaniami. Naucz się, jak rozpoznawać, blokować i zamieniać fałszywe myśli na swój własny temat, zmieniaj negatywny wewnętrzny monolog na pozytywny.
  • Rozpoznaj zniekształcenia poznawcze. Negatywne przekonania na swój temat powodują, że w sposób fałszywy spostrzegamy rzeczywistość i wyciągamy na tej podstawie fałszywe wnioski. Nauczmy się odróżniać własne myśli i przekonania od faktów.
  • Pozbywaj się fałszywego wstydu i poczucia winy. Nieuzasadnione poczucie winy to jedno z najbardziej destrukcyjnych uczuć. Jeśli popełniłeś błąd, postaraj się go naprawić – nie rozpamiętuj w nieskończoność doznanych porażek, ale wyciągaj z nich wnioski na przyszłość.


Na podstawie: psychcentral.com
Zdjęcie ze strony: https://www.polskieradio.pl/7/5098/Artykul/2069808,Jak-budowac-pozytywna-samoocene

13 maja 2020





Jak zapewne wiele osób już zauważyło, staram się codziennie rano na profilu Psycholog szkolny zamieszczać „motywatory” – treści, które w mojej intencji mają sprowokować narzucenie sobie pozytywnego monologu wewnętrznego. Każdy z nas codziennie – jeśli nie przez cały czas, to przez wiele godzin – toczy rozmowę ze samym sobą. Jej treść odzwierciedla to, w jaki sposób traktujemy siebie. To co mówimy do siebie może stawiać wymagania, wyrażać nieufność we własne siły, krytykować, koncentrować się na porażkach, albo przeciwnie – okazywać wyrozumiałość, wiarę i zaufanie, skupiać się na zaletach i sukcesach.

Treść owego wewnętrznego monologu ma charakter samorealizującej się prognozy. Jeśli nie wierzymy w sukces naszych przedsięwzięć, rośnie szansa porażki, jeśli jesteśmy pełni zaufania we własne możliwości, prawdopodobieństwo osiągnięcia zamierzonych celów znacząco rośnie. Osoby przekonane o swojej nieatrakcyjności budzą zazwyczaj mniejsze zainteresowanie w towarzystwie niż te, które wierzą w swoje towarzyskie zalety.

Niestety często boimy się myśleć o sobie dobrze, bo nie chcemy wyjść na zarozumiałych. Rodzice boją cię chwalić swoje dzieci, aby ich nie „rozpuścić”. Dobrze to widać po reakcjach na zamieszczane wpisy. Tekst „Mam prawo popełniać błędy” wywołuje akceptację. Co prawda jego celem jest wyzbycie się pokusy perfekcjonizmu i samokarania się za porażki, to jednak zawiera w sobie założenie, że jednak jakieś błędy popełniam. Natomiast tekst „Mam w sobie wiele dobroci” lub „Nie wstydzę się siebie” już rodzi w wielu z nas bunt. I właśnie te słowa, które wywołują w nas największy opór, są do nas w szczególny sposób skierowane, bo oznaczają, że nasza samoocena w tym obszarze wymaga największej poprawy.

Jak możemy poprawić swoją samoocenę oraz przestawić swój monolog wewnętrzny na pozytywne tory? Możemy po prostu powtarzać sobie w myśli proponowane tutaj pozytywne treści, możemy także próbować wypowiadać je na głos – w określonych sytuacjach, albo wybranych przez siebie momentach – np. podczas mycia zębów, przygotowywania śniadania itp. Można to robić w sytuacjach, kiedy w naszych myślach pojawia się myśl o treści negatywnej – należy jej powiedzieć w myślach „Stop” i zastąpić ją myślą o przeciwnej treści. Jeśli wypowiedzenie któregoś z tych pozytywnych komunikatów jest dla nas szczególnie trudne, możemy spróbować go stopniować: „Nie jestem pozbawiony wartości”, „Nie jestem gorszy od innych”, „Mam wiele pozytywnych cech”, „Jestem wartościowym człowiekiem”.

Myślę, że dobrym pomysłem na wykorzystanie proponowanych „motywatorów” jest użycie ich jako autosugestii podczas treningu autogennego, o którym wspominałem w tekście poświęconym relaksacji. Wprowadzamy się w wybrany przez nas sposób w stan relaksu i po jego osiągnięciu kilkakrotnie powtarzamy sobie w myślach wybraną treść związaną z pozytywnym myśleniem o sobie. Warto wybierać właśnie te treści, z których wypowiadaniem mamy problem i w ciągu kilku kolejnych dni stosowania treningu powtarzać je przez tyle sesji, aż opór przed ich wypowiadaniem zniknie. Szczegółowe instrukcje do stosowania treningu autogennego bez trudu znajdziemy w sieci.

I nie – nie obawiajmy się, ze staniemy się przez to narcystyczni. Gdybyśmy mieli najmniejsze zadatki na narcyzów, to wypowiedzenie jakiekolwiek treści świadczącej o wysokiej samoocenie nie stanowiło by dla nas żadnego problemu.

Zdjęcie ze strony https://www.pokonajlek.pl/niska-samoocena/