12 maja 2020



Już wiemy, że dorośli mogą "zarazić" dzieci swoimi lękami i przeżywanym stresem. Ale jakie pozytywne postawy warto przekazać naszym wychowankom? Dzieci przejmują od nas cechy nie te, które chcielibyśmy im przekazać, ale te które rzeczywiście prezentujemy. Reagują nie tylko na emocje, które okazujemy im  bezpośrednio, ale także na sposób, w jaki odnoszą się na wzajem do siebie rodzice oraz w jaki sposób dorośli traktują inne osoby z otoczenia. Dzieci potrafią się "dostroić" do najbardziej subtelnych, do najtrudniejszych do uchwycenia przekazów emocjonalnych.
Badania przeprowadzone na Uniwersytecie Waszyngtońskim w sposób jednoznaczny pokazują, że rodzice, którzy lepiej radzą sobie z emocjami w stosunkach między sobą, skutecznie pomagają radzić sobie swoim dzieciom w ich problemach emocjonalnych. Co ciekawe w owej pomocy nie chodzi o udzielania "dobrych rad", czy narzucanie własnych pomysłów i rozwiązań, a raczej o cierpliwe przyglądanie się i życzliwe towarzyszenie dziecku w życiowych potyczkach oraz w udzielaniu pomocy przy odkrywaniu własnej metody uporania się z napotykanymi problemami.
Główną rolą, jaką ma rodzic do spełnienia, to rola "trenera" postaw emocjonalnych. Co ciekawe - często okazuje się, że odpowiednimi momentami do odegrania tej roli, są chwile złego samopoczucia psychicznego dziecka. Układ nerwowy dzieci przed okresem dojrzewania jest bardziej "emocjonalny" niż "racjonalny", dzieci odczuwają emocje, ale nie potrafią ich nazwać, a właśnie świadomość własnych stanów emocjonalnych pozwala naszemu intelektowi na pozytywne ich wykorzystanie. Pierwszą rzeczą, jaką powinien zrobić rodzic jest nazwanie obserwowanych u dziecka emocji. Nie wolno także tych emocji negować i ich zabraniać. Zatem dziecku, które płacze z powodu zgubienia ulubionej zabawki nie mówimy: "Nie rozpaczaj tak, to tylko zabawka", ale raczej: "Widzę, że jest ci bardzo smutno, że zginął twój Kubuś". Nie należy także uciekać się do prób prostego pocieszania: "Nie płacz, kupię ci nowy:, ale docenić dziecko: "Wiem, że to był twój ulubiony miś, zawsze miałeś go przy sobie i bardzo o niego dbałeś". Pamiętajmy też, że dzieci swoje zranione uczucia często wyrażają przez złość - "Byłeś zły na Pawła, bo nazwał cię głupkiem". Zamiast karcić w takiej sytuacji dziecko, możemy zaproponować mu rozwiązanie: "Następnym razem znajdź sobie jakąś zabawkę i pobaw się sam, aż ci przejdzie złość".
Prawdziwą sztuką jest nauczyć dzieci różnych odcieni stanów emocjonalnych - inny jest smutek z powodu straty bliskiej osoby, a inny kiedy oglądamy smutny film. Do tego sami musimy się nauczyć rozróżniać różne odcienie tych samych emocji. Tak samo jak musimy nauczyć się rozpoznawać, kiedy dziecko jest po prostu niegrzeczne, a kiedy nie potrafi sobie poradzić z przepełniającymi go emocjami.
Wyniki wspomnianych wyżej badań prowadzą do następujących wniosków:
  •  Dzieci rodziców, którzy dobrze orientują się we własnych emocjach, nawiązują lepsze relacje z rodzicami i między sobą.
  •  Dzieci te lepiej radzą sobie z własnymi emocjami, rzadziej wpadają w przygnębienie, a jeśli już go doświadczają - łatwiej i szybciej z niego wychodzą.
  •  Dzieci takich rodziców mają niższy poziom hormonów charakterystycznych dla stresu oraz przejawiają niższy poziom fizjologicznych wskaźników pobudzenia emocjonalnego.
  •  Dzieci te łatwiej nawiązują kontakty społeczne, są bardziej lubiane, rzadko przysparzają problemów.
  •  Dzieci te - co może być zaskakujące - lepiej się uczą, prawdopodobnie dzięki temu, że stan niższego pobudzenia pozwala im lepiej się koncentrować, dzięki czemu osiągają lepsze wyniki niż inne dzieci o tym samym ilorazie inteligencji.
Analizując te spostrzeżenia amerykański psycholog David Goleman stwierdził, że najlepszym, w co rodzice mogą wyposażyć swoje dzieci jest:
  •  Wiara w siebie. Poczucie posiadania kontroli nad własnym zachowaniem i przekonanie, że najprawdopodobniej uda mu się zrobić to, czego się podejmie.
  •  Ciekawość. Przekonanie, że dowiadywanie się nowych rzeczy jest czymś pozytywnym i przyjemnym.
  •  Intencjonalność. Chęć i zdolność wpływania na bieg spraw i wytrwałe dążenie do realizacji swoich zamiarów.
  • Samokontrola. Zdolność podejmowania się działań i kontrolowania ich przebiegu - oczywiście w sposób odpowiedni dla wieku dziecka.
  •  Towarzyskość. Zdolność nawiązywania kontaktów z innymi, zdolność komunikowania swoich potrzeb oraz rozumienia potrzeb innych.
  •  Zdolność porozumiewania się. Chęć i zdolność do wymiany myśli, uczuć i pomysłów z innymi.
  •  Umiejętność współdziałania. Zdolność traktowania własnych potrzeb na równi z potrzebami innych.
Ale zacząć musimy od siebie.

Zdjęcie ze strony http://www.szczesliwedziecko.pl/tag/szczesliwi-rodzice/

11 maja 2020





Kolejnym słowem, które bardzo często słyszymy w obecnym czasie jest „kryzys”. Socjologia, nauki polityczne i ekonomiczne nauczyły nas kojarzyć to słowo jednoznacznie negatywnie – kryzys społeczny, polityczny czy gospodarczy nie wróży niczego dobrego. W psychologii – czy szerzej – w antropologii, nauce o człowieku mówi się z kolei o „kryzysach rozwojowych”. Niektórzy uważają, że cały rozwój człowieka przebiega „od kryzysu do kryzysu”. Mamy najpierw „bunt dwulatka”, później „bunt pierwszoklasisty”, okres dorastania to w ogóle „okres buntu i naporu”, wreszcie kryzys wieku średniego, meno – i andropauza, buntujący się staruszkowie… Są kryzysy w związkach, chronologicznie rozpisane „kryzysy małżeńskie”… W tym wypadku należało by rozumieć kryzys bardziej zgodnie z jego greckim źródłosłowem – jako okres przełomu, punkt zwrotny, po którym następuje zmiana.  

Według wielu psychologów zajmujących się rozwojem dziecka, mały człowiek dorasta przechodząc przez kolejno następujące po sobie fazy równowagi i braku równowagi.


http://gajterapii.pl/kryzys-a-rozwoj-dziecka/


Okresy te pokrywają się mniej więcej z fazami rozwoju układu nerwowego, po których pojawiają się u dziecka nowe sprawności i kompetencje. Można z tego wyciągnąć wniosek, że tak rozumiany kryzys no nie tylko nic złego, ale wręcz czynnik konieczny dla naszego rozwoju. Erik Erikson podzielił całe życie człowieka – od narodzin do późnej starości - na etapy związane z rozwiązywaniem kolejnych kryzysów.


http://poradnialuzino.pl/fazy-rozwoju-psychospolecznego-wg-eriksona

Każdy z tych kryzysów może zostać rozwiązany w sposób pozytywny lub negatywny. Od tego, jak sobie z nimi poradzimy zależy nasz dalszy rozwój oraz satysfakcja, jaką będziemy czerpać z naszego życia.

Również kryzysy rozumiane jako przeciwności czy trudności spotykane na naszej drodze mogą wpłynąć na nas pozytywnie lub negatywnie. Znane powiedzenie mówi: „Co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Każdy kryzys może się okazać jednocześnie szansą, o ile nie traktujemy go jako „dopust boży” ale jako wyzwanie.

08 maja 2020




Obecnie więcej czasu pozostajemy w swoich domach i również wiele naszych obowiązków wypełniamy w sposób zdalny nie opuszczając swojego mieszkania. Nie mamy najczęściej wyznaczonych ścisłych ram czasowych i sami w wielu przypadkach podejmujemy decyzję, kiedy mamy wykonać konkretne zadanie. Może się to na pierwszy rzut oka wydawać wygodne – unikamy presji czasu, możemy wybrać moment, w którym mamy najlepsze nastawienie do pracy. Problem jednak w tym, że kiedy będziemy zbyt długo wyczekiwać na ten „najlepszy moment”, może się okazać, że ostateczny termin niebezpiecznie się zbliża, zatem i tak ostatecznie będziemy musieli pracować pod presją czasu. Problem ten się nasila jeśli na co dzień mamy tendencję do odkładania wszystkiego „na później”.

Mówimy tu o zjawisku prokrastynacji. Prokrastynacja to nie jest „ładniejsza” nazwa dla lenistwa – znamy te różne internetowe memy w stylu: „Nie jestem leniwy, cierpię na prokrastynację”. Prokrastynacja polega na celowym i nawykowym odkładaniu obowiązków, które powinny zostać wykonane od razu. Nawyk ten może prowadzić do poważnych konsekwencji związanych z niską oceną naszej pracy.

Aby zerwać z tym nawykiem na początku warto ustalić przyczynę naszej prokrastynacji. Możemy to zrobić przez głębokie zastanowienie się na tym, w jakich sytuacjach ulegamy pokusie zwlekania, możemy także na ten temat porozmawiać z rodziną, przyjaciółmi, nauczycielem, profesjonalnym doradcą czy innymi osobami, którym ufamy. Przyczyn odwlekania może być wiele, ale najczęściej związane są one z którąś z poniższych.


Napięcie. Mówi się, że niektórzy z nas są „uzależnieni od adrenaliny”, co można określić, że potrzebują pewnego poziomu napięcia, ekscytacji. Aby wykonać dowolne zadanie potrzebujemy optymalnego poziomu pobudzenia – jeśli jest ono zbyt niskie, nie mamy odpowiedniej motywacji, jeśli zbyt wysokie, nie jesteśmy w stanie działać z powodu odczuwanego stresu. Zbliżający się nieuchronnie termin może nam dostarczyć właśnie takiego pobudzenia. Dodatkowo – w razie niewywiązania się z obowiązku – będziemy mogli się tłumaczyć nieprzewidzianymi okolicznościami: „Właśnie miałem to zrobić, ale zepsuł się komputer, była awaria prądu, spóźnił się autobus…” itp.

Strach przed porażką. Jeśli nasza samoocena jest obniżona, albo chcielibyśmy uchodzić za kogoś lepszego, bardziej kompetentnego, to odkładanie na później zawsze pozwala nam na wymówkę: „Zrobiłbym to lepiej, ale zabrakło mi czasu”. Możemy w takiej sytuacji tłumaczyć, że porażka nie jest winą naszych umiejętności, ale „obiektywnych trudności”.

Strach przed sukcesem. Ludzie bojący się dodatkowych obowiązków lub odpowiedzialności, mogą celowo zaniżać swoje wynika, aby uniknąć przydzielenia im dodatkowej pracy. Zwlekamy być może dlatego, bo nie chcemy trafić do bardziej zaawansowanej grupy, boimy się wziąć udział w konkursie, obawiamy się nowych obowiązków związanych z awansem.

Perfekcjonizm. Czasem sami na siebie wywieramy tak dużą presję, że nie jesteśmy w stanie sprostać przyjętym przez siebie samych standardom. Jeśli wiemy, że nie uda nam się wykonać zadania tak dobrze, jak chcielibyśmy, tracimy motywację i wolimy nie zrobić nic niż przyznać się do porażki.

Wrogość wobec kogoś. Odwlekanie zadania może wynikać z faktu, że czujemy niechęć do osoby, która nam je zleciła. Najczęściej czujemy, że nie powinniśmy wprost wyrażać naszego negatywnego stosunku do szefa, nauczyciela czy innej ważnej osoby, możemy natomiast wówczas ulegać ochocie do bojkotowania jej poleceń.

Brak motywacji. Czasem wyznaczone zadanie może się nam po prostu wydawać nieciekawe, nudne. Motywację do jego wykonania może nam też odbierać fakt, że nie rozumiemy go, albo jest zbyt trudne, a może zwyczajnie pozbawione sensu.


Do każdej z tych przyczyn możemy postarać się opracować odpowiednią strategię do przełamania naszej prokrastynacji.


Napięcie. Spróbujmy poszukać innych zajęć, które dostarczą nam odpowiedniej dawki emocji. To może być sport, udział w zajęciach teatralnych, gra w zespole muzycznym, czy każde inne działania artystyczne i twórcze. Emocji dostarczają także podróże i zwiedzanie ciekawych miejsc.

Strach przed porażką.  Viktor Frankl w swojej metodzie terapii stosował tzw. intencję paradoksalną. Zgodnie z nią możemy próbować wyobrazić sobie najgorszy możliwy scenariusz związany z niewykonaniem przez nas zadania. Wyolbrzymienie lęku przed porażką aż do kompletnego absurdu paradoksalnie może obniżyć jego poziom i pomóc zobaczyć problem we właściwym świetle. Warto też przypomnieć sobie wszystkie te chwile, kiedy odnieśliśmy sukces – skoro wówczas się udało, to może się udać i teraz.

Strach przed sukcesem. W tej sytuacji najlepiej skoncentrować się na samym zadaniu, a nie na jego konsekwencjach. Po pierwsze zawsze będziemy mogli odmówić ewentualnym dodatkowym obowiązkom. Warto też pamiętać, że nowe obowiązki to także nowe perspektywy i nie warto rezygnować z szansy, bo nie wiadomo, kiedy pojawi się następna.

Perfekcjonizm. Powinniśmy się zastanowić czy ewentualna porażka to będzie rzeczywiście dramat, czy raczej szansa na naukę i rozwój. Warto także zweryfikować swoje standardy i nadać im bardziej realistyczny niż idealistyczny kształt.

Wrogość wobec kogoś. Postarajmy się zastanowić, o co naprawdę jesteśmy źli. Jeśli czujemy się niedoceniani albo niesprawiedliwie traktowani, spróbujmy w spokojny i rzeczowy sposób o tym porozmawiać. Potrzebna będzie tu praca nad własną asertywnością. Taka szczera rozmowa raczej nie pogorszy naszej sytuacji w porównaniu do tego, jeśli ciągle będziemy zbierać złe oceny za zaniedbywanie obowiązków.

Brak motywacji. Możemy sami sobie dostarczyć motywacji przez wyznaczenie samym sobie nagrody za wykonanie pracy. Samo poczucie ulgi, że mamy to już „z głowy” jest nagrodą. Dodatkowo „obiecajmy sobie” po skończeniu pracy jedną z tych drobnych przyjemności, o których już pisałem wcześniej. Jeśli zadanie wydaje się zbyt trudne, niemożliwe albo niezrozumiałe czy bez sensu – poprośmy o dodatkowe wyjaśnienia. Trudniejsze zadania zawsze warto podzielić na drobniejsze części.


Na koniec tak jak nie należy mylić prokrastynacji z lenistwem, tak samo nie powinniśmy jej niesłusznie utożsamiać z naturalną potrzebą przerwy, odpoczynku czy niezbędnym do nauki relaksem.

Zdjęcie ze strony https://www.miod-malina.pl/prokrastynacja.html

07 maja 2020





Jak już pisałem – stres jest naturalnym składnikiem naszego życia, problemem jest, jak potrafimy sobie z nim radzić. Przyczyną stresu mogą być i są także pozytywne wydarzenia jakie spotykamy na swojej drodze. Może nią być także nasza rodzina. A jeśli rodzina to i dzieci – zwłaszcza obecnie, kiedy chcąc nie chcąc spędzamy z nimi dużo więcej czasu niż zazwyczaj.

Mówi się: Możesz wybierać przyjaciół, ale nie wybierasz rodziny. Dzieci dają szczęście i radość, ale są też przyczyną zmartwień i zmęczenia. Obojętnie czy wychowujemy je samotnie, czy w rodzinie, mamy jedno, czy sześcioro dzieci, chodzimy do pracy, czy zajmujemy się wyłącznie domem – wyzwania związane z zapewnieniem dzieciom wszystkich potrzeb są ogromne.
Stres związany z wychowywaniem dzieci dotyczy zarówno matek jak i ojców, choć prowadzone badania pokazują pod tym względem różnice. Okazuje się, że kobiety wychowujące dzieci są zazwyczaj bardziej zestresowane niż mężczyźni. Po przeanalizowaniu zebranego materiału wyciągnięto wniosek, że panie zazwyczaj rozwiązanie wszystkich problemów brały na siebie, podczas gdy panowie zazwyczaj gromadzili wokół siebie osoby, które były w stanie im pomagać.
Tak czy inaczej - całkowite zachowanie spokoju jest nierealne. Nie jest także dobrym pomysłem gromadzenie w sobie drobnych kłopotów, bo to – wcześniej czy później – doprowadzi do wybuchu. Stres nie zniknie, dlatego trzeba szukać sposobów do zmniejszenia jego poziomu.

  •         Pamiętaj – nikt nie obiecywał, że wychowywanie dzieci będzie łatwe. Może pocieszy cię to, że z podobnymi problemami musiało się już zmierzyć wielu rodzicom przed tobą i  udało się im je rozwiązać. Możesz skorzystać z ich doświadczeń.
  •         Dostosuj swoje priorytety. Porządek w domu wcale nie musi być najważniejszą rzeczą. Nie bierz na siebie zbędnych obowiązków.
  •         Jeśli wiesz, że robisz wszystko najlepiej jak potrafisz, nie musisz mieć poczucia winy, kiedy coś się nie uda. Każdy czasem ma już dosyć i nie daje rady.
  •         Naucz się korzystać z pomocy. Czasem trzeba komuś zapłacić za pomoc w sprzątaniu czy zrobienie zakupów. Kiedy indziej po prostu odwzajemnić przysługę, jaką nam ktoś wyświadczył.
  •         Utrzymuj dobre relacje z ludźmi, którym ufasz. Korzystaj z ich pomocy i porad, kiedy pojawiają się problemy.
  •         Dbaj o siebie. Naucz się rozpoznawać oznaki, kiedy stres przekracza bezpieczną granicę. Poświęcaj czas na relaks – nie tylko się uspokoisz, ale także dasz dobry przykład dzieciom.
  •         Twórz plany, korzystaj z kalendarza, rób listy spraw do załatwienia. Jeśli coś przygotujesz dzisiaj, jutro będziesz mieć więcej czasu na inne rzeczy, albo odpoczynek.
  •         Przewiduj i przygotowuj się na problemy, zanim się pojawią.
  •         I wreszcie – może najważniejsze. Utrzymuj dobre relacje z dziećmi. Rozmawiaj z nimi. Nie staraj się rozwiązywać natychmiast wszystkich problemów i nie spiesz się, aby załagodzić od razu wszystkie ich obawy. Bądź dla nich towarzyszem a nie ekspertem.

I jeszcze – starajmy się zachować równowagę między pracą a rodziną. Pamiętajmy dlaczego dokonaliśmy takiego wyboru i co jest naprawdę dla nas ważne. To że pojawią się konflikty jest pewne, dlatego trzeba się wcześniej na nie przygotować, ale bez wywierania na siebie nadmiernej presji. Warto zbudować własną sieć wsparcia i nie tracić energii na „szarpanie się” z drobnostkami, ale zachować ją na czas, kiedy pojawią się prawdziwe problemy.



Zdjęcie ze strony https://odnova.net/tag/stres-rodzicielski/

06 maja 2020



Od początku prowadzenia tego bloga staram się przekonywać, aby czas kwarantanny wykorzystywać dla naprawy i budowania relacji w naszych rodzinach. Staram się także podpowiadać, jak można pozytywnie wpływać na te relacje. Ale właściwie dlaczego jest to takie ważne?
W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku odkryto, że w miasteczku Roseto w Stanach Zjednoczonych występuje znacząco mniejsza liczba zgonów spowodowanych chorobami serca niż wynosiła średnia dla całego kraju. Ośrodek Badań Społecznych Uniwersytetu w Lehigh postanowił zbadać tę sytuację - stwierdzono, że mieszkańcy miasteczka nie stosowali ani specjalnej diety, ani ćwiczeń. Nie mieli także dostępu do wyjątkowych leków. Ustalono natomiast, że Roseto było miastem złożonym z imigrantów z południowych Włoch, którzy zachowywali tradycje rodzinne kraju swojego pochodzenia. W społeczności przeważały rodziny wielopokoleniowe, utrzymywano ścisłe kontakty między rodzicami, dziadkami, wujkami, ciotkami, rodzeństwem... To właśnie owe relacje i solidarność społeczna była tym czynnikiem, który chronił społeczność Roseto przed chorobami, które w pozostałej części kraju były przyczyną największej liczby zgonów. Ta historia nie ma happyendu. W następnej dekadzie młode pokolenia mieszkańców zasymilowało się z kulturą amerykańską, młodzi ludzie powyjeżdżali do innych, większych ośrodków, relacje rodzinne osłabły, a śmiertelność z powodu chorób serca wzrosła do poziomu średniej właściwej dla całego kraju.
Amerykański socjolog Aaron Antonovsky zamiast zastanawiać się nad przyczynami chorób trapiących nasze społeczeństwa, zaproponował, aby zbadać dlaczego - mimo życia w podobnych warunkach - wielu ludzi nie choruje. Co sprawia, że są oni odporni na różnorodne czynniki stresujące? Opracowana przez niego koncepcja salutogenezy zakłada istnienie zasobów odpornościowych, które każdy z nas w różnym stopniu posiada i korzysta z nich. Spośród tych zasobów Antonovsky wymienia:

  •  cechy biologiczne (genetyczne, wrodzone, związane z systemem odporności, biochemiczne),
  •  cechy psychologiczne (poznawcze - wiedza, intelekt, cechy osobowości, posiadane strategie radzenia sobie z problemami),
  •  cechy społeczno - kulturowe (więzi społeczne, dostępne wsparcie społeczne, zdobyczne kulturalne - religia, filozofia, sztuka, światopogląd). 
Aby rozwijać nasze zasoby biologiczne musimy prowadzić zdrowy styl życia, zachowywać aktywność fizyczną, stosować zdrową dietę oraz unikać czynników zagrażających. Dbałość o zasoby psychologiczne polega na dbaniu o własny rozwój, rozwijanie zainteresowań, pozytywnych cech charakteru oraz rozwijanie poczucia koherencji wewnętrznej - czyli przekonania o tym, że jesteśmy w stanie sami kształtować naszą rzeczywistość oraz mamy wpływ na własne położenie niezależnie od otaczającej nas sytuacji. Dbanie o zasoby społeczne to przede wszystkim dbanie o nasze relacje z innymi ludźmi, podejmowanie się działań dla dobra wspólnego, udzielanie wsparcia innym oraz gotowość na przyjmowanie takiego wsparcia, a także rozwijanie własnego światopoglądu opartego na uniwersalnych i ponadczasowych wartościach.
Tak wyposażeni jesteśmy w stanie stawiać czoła codziennym problemom i przeciwnościom.

Zdjęcie ze strony https://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/relacje/wychowanie-dzieci-w-rodzienie-wielopokoleniowej-szacunek-dla-starosci-aa-LQPV-MYNM-J6Ls.html

05 maja 2020




Jedną z ważniejszych rzeczy, która pozwala nam budować pozytywne i trwałe relacje z innymi osobami jest empatia. Empatia to z jednej strony zdolność współodczuwania z innymi ludźmi – jesteśmy empatyczni wówczas, kiedy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, co czuje w tej chwili druga osoba. Więcej – zaczynamy w tej samej chwili odczuwać podobną emocję. Zdolność tą zawdzięczamy neuronom lustrzanym – kiedy obserwujemy osobę prezentującą oznaki przeżywania czy to smutku czy radości, w naszym mózgu pobudzają się ośrodki odpowiedzialne za powstawanie tych samych emocji.
Empatia to także umiejętność postawienia się w sytuacji drugiej osoby, zdolność przyjęcia jej perspektywy, patrzenia „jej oczami”, czy też „wejścia w czyjeś buty”.

W jaki sposób empatia wpływa na budowanie silniejszych i lepszych relacji?

Po pierwsze, kiedy interesujemy się życiem innych, inwestujemy w ich życie.
Kiedy wykonujemy swoje obowiązki, każdy z nas może pracować samodzielnie i z powodzeniem zrobić to, co do nas należało. Ale możemy też zapytać drugą osobę „Jak ci idzie?” Ona odpowie „Dobrze” I już pojawia się okazja do rozmowy. Możemy porozmawiać o sukcesach i problemach, udzielić sobie wsparcia. W efekcie tworzymy zespół.

Po drugie, kiedy sobie wybaczamy (i uzyskujemy wybaczenie).
Kiedy ktoś coś zepsuje, zniszczy natychmiast czujemy co najmniej zawód i rozczarowanie, a bardzo często złość i wściekłość. Możemy jednak zapytać siebie samych „Czy rzeczywiście chcę teraz popsuć nasze relacje, czy to że się zezłoszczę pomoże coś w tej sytuacji?”. Przecież ktoś, kto rozbił talerz przy zmywaniu naczyń, sam już jest zawstydzony i zły na siebie. Wystarczy zdać sobie sprawę, że to był wypadek, aby zrozumieć, że awantura jest ostatnią rzeczą, jaką w tej sytuacji potrzebujemy.

Po trzecie, kiedy realizujemy wspólne marzenia.
Mamy różne marzenia, ale do realizacji zarówno tych małych jak i tych ambitnych potrzebna jest wytrwałość. Samemu często trudno jest utrzymać motywację do ich spełnienia. Wykorzystajmy naszą empatię, żeby dostrzec marzenia innych i przypominać im o ich osiągnięciu. Kiedy w codzienności zapominamy o naszych marzeniach, wspierając się nawzajem łatwiej będzie nam do nich powrócić.

Co jeśli bycie empatycznym nie przychodzi nam tak łatwo? Trzy rzeczy pozwolą nam skupić się na naszej empatii.

Zauważam cię. Odłóżmy na chwilę to, czym jesteśmy zajęci, aby zwrócić uwagą na to, co jest ważne dla drugiej osoby. Odłóżmy to na chwilę – bo chcemy być empatyczni wobec innych, a nie poświęcać się dla nich. Przez chwilę popatrzmy na problemy oczami tej drugiej osoby.

Wiem co czujesz. Zwracajmy uwagę nie tylko na to, co mówi druga osoba, ale także na to jak mówi, jak się zachowuje. Pamiętajmy, że prawie zdecydowana większość informacji przekazujemy sobie w sposób niewerbalny. Otrzymujmy kontakt wzrokowy, zwracajmy uwagę na wysyłane sygnały.

Jestem, by ci pomóc. To praktyczna realizacja dwóch poprzednich punktów. Jeśli potrafimy przyjąć perspektywę drugiej osoby i umiemy wczuć się w jej położenie, będziemy w stanie w sposób właściwy zareagować na jej potrzeby. Bycie empatycznym oznacza bycie wrażliwym. Okazywanie sobie empatii pozwala wzrastać naszej wrażliwości.

Zdięcie ze strony https://psychcentral.com/lib/the-secret-weapon-that-will-improve-all-of-your-relationships/ . Tekst na podstawie artykułu.

04 maja 2020



Najczęściej powodem naszego złego samopoczucia w sferze emocji, naszych zmartwień i niepokojów jest rozpamiętywanie wydarzeń z przeszłości oraz troska o to, co się wydarzy w przyszłości. Obie te rzeczy nie pozwalają nam się skupiać na tym, co dzieje się aktualnie, na sprawach dotyczących tego, co nas otacza tu i teraz. Możemy obrazowo powiedzieć, że nasza teraźniejszość jest "ściskana" przez przeszłość i przyszłość. Owa przeszłość i przyszłość wbrew pozorom mają wiele ze sobą wspólnego, ponieważ nasz lęk o to, co się wydarzy w przyszłości zazwyczaj wynika z pamięci o doznanych w przeszłości niepowodzeniach.
W obecnej sytuacji także na pewno nie raz zdarza się nam odczuwać lęk przed tym, co nas jeszcze czeka, martwić się, jak dalej będzie rozwijała się sytuacja w związku z zagrożeniem epidemicznym. Te lęki bardzo często wynikają z kolei z tego, że denerwujemy się tym, czy rządzący zrobili wszystko, aby nas jak najlepiej zabezpieczyć przed zakażeniem, albo czy my sami np. będąc ostatnio w sklepie zachowaliśmy wszystkie środki ostrożności.
Lęk, martwienie się, zdenerwowanie to emocje czyli zjawiska psychiczne pochodzące z naszego "mózgu emocjonalnego" czyli z tych części naszego centralnego układu nerwowego, które są odpowiedzialne za powstawanie i przetwarzanie emocji. Emocje, jak wszystko w co zostaliśmy wyposażeni, są niezbędne do naszego funkcjonowania. Pozwalają nam radzić sobie z ważnymi zdarzeniami, kierują naszą uwagę na ważne sytuacje i pozwalają na nie reagować. Pomagają także przekazywać innym nasze intencje, informować otoczenie o naszym samopoczuciu. Aby wykorzystywać nasze emocje w sposób właściwy potrzebna jest nam kolejna zdolność - inteligencja emocjonalna. Jest to umiejętność rozumienia i kontrolowania własnych reakcji emocjonalnych oraz zdolność do dostrzegania, rozpoznawania i rozumienia emocji innych.
Jednak w sytuacjach nietypowych, wyjątkowych, zwłaszcza związanych z zagrożeniem emocje mogą na się "wymknąć spod kontroli" i zdominować zarówno nasze myśli jak i zachowanie. "Przechwycone" przez emocje myśli zazwyczaj biegną w kierunku przewidywania najgorszego z możliwych rozwoju wydarzeń. Emocje zmuszają nas także do ciągłego rozpamiętywania zdarzeń z przeszłości, które mogą mieć negatywne dla nas skutki, co jeszcze pogłębia nasz lęk przed przyszłością. Również nasze zachowanie po dyktando emocji i zdominowanych przez nie myśli staje się nieracjonalne i nieskuteczne. Podejmujemy działania, które jeszcze pogarszają naszą sytuację, albo powstrzymujemy się przed jakimkolwiek działaniem, co również nie poprawia naszego położenia.
Emocje, myślenie i zachowanie stanowią nierozerwalną całość naszej rzeczywistości psychicznej wzajemnie na siebie wpływając. Jeśli zatem trudno jest nam zapanować nad emocjami spróbujmy zmienić inny element tej układanki, a przekonamy się, że wpłynie to na pozostałe elementy - w tym na owe trudne do okiełznania emocje.
Jeśli chcemy w tym celu użyć myślenia, to w pierwszej kolejności musimy sobie zdać sprawę, że to co nami w danej chwili kieruje, to są właśnie emocje oraz nazwać je. W następnym kroku warto zastanowić się, co możemy w tej sytuacji zrobić - możemy próbować zająć myśli czymś innym: ćwiczeniami fizycznymi, czytaniem książki, rozmową z innymi. Jeśli nie udaje się nam odwrócić uwagi od dręczących nas obaw lub dokuczliwych wspomnień, nie starajmy się z nimi walczyć, ale uświadommy sobie, że to są tylko myśli a nie fakty. Niektórzy psychologowie podpowiadają także, aby - skoro już co jakiś czas dopadają nas takie czarne myśli - to należy wyznaczyć sobie na nie ściśle określony czas, na przykład co drugi dzień o 19:00 przez 20 minut. Jeśli zaczniemy zamartwiać się w czasie innym niż wyznaczony, powiemy sobie: „Pomyślę o tym później, w wyznaczonym czasie”. Taka paradoksalna postawa naprawdę może pomóc.
Na zmianę emocji możemy także wpłynąć przez zmianę naszego zachowania. Jeśli widzimy, że skoro w określonej sytuacji reagujemy zawsze w ten sam sposób i zazwyczaj przynosi to mizerny skutek - zmieńmy naszą reakcję. Jeśli uważamy, że w danej sytuacji musimy natychmiast zareagować, bo inaczej stanie się coś złego, a później widzimy, że mimo naszych wysiłków i tak nie uniknęliśmy konsekwencji - to następnym razem powstrzymajmy się od działania i obserwujmy rozwój wypadków. Może okaże się, że nasze obawy były nieuzasadnione. Albo odwrotnie - jeśli sytuacja nas paraliżuje, zmuśmy się do działania. Jeśli mamy wątpliwości, czy takie postępowanie będzie skuteczne - potraktujmy to jako eksperyment i zobaczmy co się stanie. Skoro przypuszczamy, że i tak wszystko pójdzie źle, to przecież nie mamy nic do stracenia...

Zdjęcie ze strony: https://www.poradnikzdrowie.pl/psychologia/emocje/emocje-czym-sa-i-jak-na-nas-wplywaja-rodzaje-emocji-aa-eqAG-SKMP-yegr.html